Google

 

Web

www.aydam.org

Strona główna W górę O mnie Art & FotoGaleria O Serwisie Kontakt Jak moge pomóc? Historia serwisu Przewodnik Mapa Serwisu Sklep On-Line Regulamin Chat Forum


Strona główna
W górę
Przyjal premiera Bułgarii


Goście On-Line


Statystyki

Księga Gości:

Poczytaj
Dopisz

Kontakt ze mną
GG 9164115:
Tlen:
Napisz do mnie:
mail.gif (161 bytes)

Zalecana rozdzielczość
1024x768


Profesjonalny Hosting z PHP, MySQL, SSH Juz za 50 zł/rok, domena gratis!

Piwo i eucharystia. Bawarskie adresy papieża Benedykta XVI

 Marcin Kowalski, Katarzyna Staszak 23-05-2006

Przed domem starannie przystrzyżony trawnik, przy płocie rośnie stara wierzba. Pod nią na słupkach wbitych w ziemię od lat stoi tablica z informacją, że tutaj mieszkał kardynał Joseph Ratzinger.

Pierwsza komunia Josepha Ratzingera (szósty z lewej w pierwszym rzędzie). Aschau, 1935
Fot. AFP

Marktl dziś - dom, w którym urodził się Joseph Ratzinger
Fot. Krzysztof Szatkowski
Marktl - dom Ratzingerów na fotografii z lat 30. XX w.
Fot. SIPA/East News
Aschau
Fot. Krzysztof Szatkowski


Tittmoning
Fot. Krzysztof Szatkowski


Traunstein
Fot. Krzysztof Szatkowski


W Marktl w dobrym tonie jest mieć w sklepie choć jeden
produkt papieski: jest chleb, miód, kiełbaski, torty i zabawki
Fot. Krzysztof Szatkowski


Altötting - duchowe serce nie tylko Bawarii, ale i całych katolickich Niemiec
Fot. Krzysztof Szatkowski


Anna Fischer ma 83 lata. Już tylko ona pamięta rodzinę Ratzingerów mieszkającą w Marktl
Fot. Krzysztof Szatkowski

W oknie na piętrze stoją pluszaki - miś i żółta kaczka.

Dzwonimy do drzwi. Nikt nie otwiera, ale po chwili odzywa się kobiecy głos: - Kto tam?

- Dziennikarze z Polski. Chcemy porozmawiać, zobaczyć pokój, w którym urodził się papież Benedykt XVI.

Słychać, jak właścicielka odchodzi. Na kolejne dzwonki już nie reaguje.

Sąsiedzi mówią, że od skończenia konklawe wychodzi z domu tylnymi drzwiami, przez ogród.

Marktl w śniegu i w słońcu

Grzeje kwietniowe słońce. 78 lat temu, też w kwietniu, właśnie tutaj urodził się przyszły papież Joseph Ratzinger. Wtedy przytulone do miasta porośnięte lasem pagórki grubo przykryte były śniegiem.

"Ponieważ już w 1929 roku, w dwa lata po moich narodzinach, opuściliśmy Marktl, nie pozostało z tego okresu w mojej pamięci właściwie żadne wspomnienie z wyjątkiem opowiadań moich rodziców i rodzeństwa. Mówili mi oni o głębokim śniegu i przenikliwym zimnie, które tak bardzo dawało się we znaki w dniu moich narodzin, że starsze rodzeństwo, aby uniknąć niebezpieczeństwa przeziębienia się, nie mogło, ku ich ogromnego smutkowi, przyjść na moje chrzciny" - pisał kardynał w książce "Moje życie".

Dzisiaj w Marktl po rodzinie Ratzingerów został tylko ten dom i chrzcielnica.

Chrzcielnicę znajdujemy w miejskim muzeum na parterze ratusza. Bilet wstępu kosztuje 1,5 euro. W środku - mydło i powidło: od starych grabi przez kowalskie narzędzia po sakralne rzeźby. W ostatniej sali z niskim sufitem, między religijnymi obrazami i drewnianymi krucyfiksami, stoi kamienna chrzcielnica (przeniesiono ją tu w 1965 roku przy remoncie kościoła). Na niej świeży wydruk z komputera: "Chrzcielnica Benedykta XVI".

Dom rodzinny papieża jest największy na rynku. Ma dwa piętra, spadzisty dach i jasną elewację z żółtymi wstawkami. Obok masywnych drzwi wejściowych tablica z marmuru upamiętniająca nadanie kardynałowi Ratzingerowi tytułu Honorowego Obywatela Marktl w lipcu 1997 roku.

Kto w Marktl wspomina Wojtyłę?

Właścicielka rodzinnego domu papieża jest na ustach całej okolicy.

W cukierni słyszymy: - Wiadomo, burmistrz odkupi teraz dom, ale ona zaśpiewa taką cenę, że i biskup będzie musiał się dołożyć.

- Podobno jest niewierząca - dopowiada Witold Rachlewicz. Siedzi na wysokim stołku i popijając kawę wygląda przez okno. Od 27 lat mieszka w Regensburgu, sto kilometrów od Marktl. Przyjeżdża tu służbowo co kilka dni - furgonetką rozwozi mrożonki. Z dumą opowiada o swych korzeniach: - Urodziłem się w Krakowie, a chrzcił mnie sam Karol Wojtyła, wtedy wikariusz w parafii św. Floriana! Wciąż udzielam się w kościele, jestem w radzie parafialnej, żona śpiewa w chórze. Szanuję wszystkich ludzi, ale żeby dom papieża należał do niewierzącej, to mi nie pasuje.

Ale Rachlewicz chyba się myli - na drzwiach najsłynniejszego domu w Marktl widnieją napisane kredą pierwsze inicjały trzech króli "K + M + B" i data - 2005.

Marktl. Pełne sklepy, pusty kościół

Wybór kardynała Josepha Ratzingera na papieża jego krajanie z Marktl uczcili darmowym piwem. Stawiał burmistrz. Wokół miasteczka jeździł wóz strażacki, biły kościelne dzwony, grała orkiestra dęta.

Już następnego dnia zaczął kręcić się biznes. W piekarni można kupić chleb watykański za 1 euro - od zwykłego różni się krzyżem wysypanym mąką. W cukierni - specjalne ciastka z marcepanem - Ratzinger Schnitten (też za 1 euro), marcepanowy tort papieski (1,30 euro za kawałek), papieskie czapki, czyli drożdżowe bułki z rodzynkami (0,6 euro).

- Przypadkiem dowiedziałam się, że papież uwielbia marcepan - wyjaśnia Gertraud Becker, sprzedawczyni z cukierni. - I tak w jeden dzień stworzyliśmy tradycję.

W Marktl sprzedają też papieski miód (z niewyraźnym zdjęciem Benedykta XVI na słoiku), piwo, plakietki, woreczki na butelki, samochodziki ciężarowe, świece, kawę, herbatę i wszystko, na czym udało się szybko dokleić wizerunek nowego papieża.

A nawet jak nie da się dokleić, to w dobrym tonie jest mieć w swoim sklepie choć jeden produkt papieski. I tak rzeźnicy oferują papieskie kiełbaski: to zwykłe kabanosy w białym flaku, tylko nie leżą z innymi wędlinami na wystawie, lecz stoją w wiklinowych koszach.

Od zakończenia konklawe na prowizoryczny sklep z papieskimi gadżetami przerobiono nawet sekretariat burmistrza. Bestsellerem jest tam zdjęcie Benedykta XVI z komputerowej drukarki, która pracuje non stop. Mała fotografia kosztuje 2 euro, duża - 3. Przy okazji urzędnicy pozbywają się też starych promocyjnych gadżetów niemających nic wspólnego z Benedyktem XVI, ale zalegających w ratuszowym magazynie: parasoli z napisem "Pozdrowienia z Marktl", bawarskich kufli, ceramicznych talerzyków z wizerunkiem miasta czy zwyczajnych folderów.

Ręce zacierają właściciele restauracji i pensjonatów. Hubertina Jansen, szefowa gospody Altenbuchner, już planuje przebudowę. - Mam 12 pokoi dla gości, ale chcę dobudować jeszcze cztery. Pewno nie będą puste.

Interes idzie świetnie, gorzej jest z przeżyciami duchowymi. Do świecącego pustkami kościoła częściej niż miejscowi zaglądają dziennikarze i turyści. Mszę inaugurującą pontyfikat transmitowaną dwie niedziele temu na dużym ekranie w ratuszowej sali obejrzała zaledwie setka z 2700 mieszkańców. Podczas eucharystii zjedli po sznyclu, popili piwem, zapalili papierosa.

Mały Joseph śliczny jak laleczka

Dzisiaj w Marktl nie ma już nikogo, kto by pamiętał rodzinę Ratzingerów.

- Wszyscy wymarli - mówi Hubert Gschwendtner, burmistrz miasteczka. - Joseph Ratzinger był u nas jako biskup, żeby odprawić mszę, i jako kardynał - odebrać tytuł honorowego obywatela. Wtedy spacerował po Marktl, długo rozmawiał z ludźmi. Pytał, jak się nam żyje, bardzo interesowały go przyziemne sprawy.

Ale pół wieku temu do sąsiedniego Burgkirchen wyprowadziła się Anna Fischer, dawna mieszkanka Marktl. Dziś ma 83 lata, akurat się przeziębiła i nie ma ochoty rozmawiać z dziennikarzami. Mówimy, że przyjechaliśmy z Polski.

- Och, z Polski? Kocham Jana Pawła II - ożywia się i zaprasza do środka szerokim gestem. Sadza nas w salonie, parzy herbatę, a ze starego kredensu wyjmuje kruche ciasteczka. W stercie gazet znajduje kilkanaście archiwalnych numerów niemieckich dzienników z tekstami o Janie Pawle II i kardynale Ratzingerze.

- Dom moich rodziców stał za domem, w którym mieszkali Ratzingerowie - opowiada Anna Fischer. - Nasze ogrody się stykały. Mama i tato prowadzili sklep spożywczy, ale można też w nim było kupić ubrania i materiały. Ojciec Josepha był żandarmem, przez to wszyscy go znali. Ra-tzingerowie mieszkali na piętrze, a parter zajmowali właściciele. Przyjaźniłam się z ich córką Marią i siostrą Josepha - też Marią. W tamtych czasach ogrody były inne niż dzisiaj. Nie siało się w nich trawy, tylko uprawiało warzywa. Dla nas - dzieci - zostawał niewielki skrawek ziemi. Tam było nasze królestwo. Musieliśmy wymyślać sobie zabawy, bo poza drewnianymi klockami nie mieliśmy właściwie żadnych zabawek. Rodzice nie wydawali pieniędzy na lalki. Joseph urodził się, gdy miałam pięć lat. Pamiętam, jak matka nosiła go na rękach. Dla mnie wyglądał jak laleczka. Miał wielkie błękitne oczy, dużo blond włosków i bardzo sympatyczną buźkę. Razem z obiema Mariami zabawiałyśmy go. Gdy matka siedziała z Josephem w ogrodzie, zaraz się dosiadałyśmy i śpiewałyśmy mu piosenki.

- A ojciec Josepha?

- Często był na służbie. Nie pamiętam go dokładnie, ale był bardzo religijny. Całą rodziną chodzili do kościoła, wiele razy widziałam, jak wszyscy razem odmawiali różaniec. Gdy z Marią Ratzinger zaczęłyśmy już chodzić do szkoły, mama na długiej przerwie przynosiła jej kanapki i mleko w kubku. Wyprowadzili się z Marktl, kiedy miałam siedem lat. Dowiedziałam się o tym znienacka. Dla dorosłych to było normalne, dla mnie - szok. Bardzo przeżyłam utratę przyjaciółki.

Tittmoning duma: od rynku czy od podwórza?

Z Marktl Ratzingerowie przeprowadzili się w 1929 roku do odległego o 30 km Tittmoning, gdzie ojciec Josepha dostał pracę. To senne bawarskie miasteczko na granicy z Austrią. Jest takie, jak kardynał pisał w swojej autobiografii "Moje życie". Majestatyczny prostokątny rynek ze starymi budynkami i wytworną studnią, którego nie powstydziłyby się duże miasta. W sobotnie słoneczne popołudnie wyłożony kostką brukową rynek zamienia się w wielką kawiarnię. Ale przy stolikach pusto. Nie ma też żadnych papieskich symboli: flag, obrazów w oknach, kwiatów albo biało-żółtych wstążeczek. W swoich wspomnieniach nazywa on Tittmoning "krainą marzeń" dzieciństwa, a swój dom "najpiękniejszym budynkiem na placu". I rzeczywiście - kamienica, w której na piętrze mieszkał mały Joseph z rodzicami i rodzeństwem, a na parterze mieścił się posterunek żandarmerii (dziś bank), wyróżnia się spośród innych. Na malinowej elewacji pod samym dachem łaciński napis "Gloria in excelsis Deo. Pax in Terra" (Chwała Panu na wysokości. Pokój na ziemi). Kolejnym elementem przypominającym, że dom był przed wiekami własnością Kościoła, jest malowidło biskupa i świętego w jednej osobie - na to wskazują pastorał, mitra i aureola. Nad świętym w otwartym oknie siedzi oparty o poduszkę starszy mężczyzna.

- Na którym piętrze mieszkał Benedykt XVI? - pytamy go.

- Nie wiem.

- Ale to w tym budynku.

- Kto tam dzisiaj wie. Chyba w tym, ale raczej z drugiej strony.

Idziemy z drugiej strony. Wchodzimy na wąską i krętą klatkę schodową. Właśnie trwa remont, pniemy się do góry między workami z cementem i stertami glazury. Zagadujemy robotnika ładującego gruz do wiadra: - Gdzie tutaj mieszkał Joseph Ratzinger?

- Kto?

- Nowy papież, Benedykt XVI.

- To on tutaj mieszkał?

W kawiarnianym ogródku naprzeciw "najpiękniejszego budynku na placu" dosiadamy się do grupki starszych miejscowych. Wszyscy mieszkali tu, kiedy żandarmem był starszy Ratzinger, a mały Joseph - jak pisze w swoich wspomnieniach - zachwycał się bożonarodzeniowymi wystawami sklepowymi.

- Ponad 70. lat temu byłem małym dzieckiem i pamiętam z tamtego czasu tylko swoich rodziców - tłumaczy Michael Eschenbach, emerytowany nauczyciel od zawsze mieszkający na rynku w Tittmoning. - Nazwisko Ratzinger oczywiście znam, bo kiedy Joseph został kardynałem, to w miasteczku zaczęło się o tym rozmawiać. Ale potem te rozmowy ucichły i dopiero teraz, kiedy wybrali go na papieża, temat wrócił. Nie dawniej jak wczoraj spierałem się z żoną, w której części kamienicy mieszkał. Jedni mówią, że okna Ratzingerów wychodziły na rynek, drudzy - że na podwórze. Ja tam jestem pewien, że na rynek. Choć tak naprawdę to nieważne, bo mieszkał tu bardzo krótko.

Gdy kardynał Ratzinger został papieżem, w Tittmoning nie odprawiono specjalnego nabożeństwa, nie było fety na rynku.

Aschau. Na dekoracje składali się sąsiedzi

Podobnie w Aschau - kolejnej bawarskiej miejscowości, w której rodzina Ratzingerów mieszkała w latach 1932-36. Ojciec Josepha przeprowadził się tu, bo w Tittmoning coraz większe wpływy mieli znienawidzeni przez niego naziści. Kardynał w swojej biografii nazywa wieś "zasobną, z dużymi reprezentacyjnymi gospodarstwami". Tak jest do dzisiaj.

Pisze też o mieszkaniu "na pierwszym piętrze w nowoczesnej willi" wynajętym żandarmowi, czyli jego ojcu, przez "jakiegoś rolnika". Odnaleźliśmy wnuczkę tego rolnika. To Irmgard Huber, wysoka 50-letnia szatynka w zielonym żakiecie. Mieszka w tym samym domu, w którym Ra-

tzingerowie mieszkali siedem dekad temu. Willa ma białą elewację, duże okna zasłonięte są roletami. Przed domem starannie przystrzyżony trawnik, przy płocie rośnie stara wierzba. Pod nią na słupkach wbitych w ziemię od lat stoi tablica z informacją, że tutaj mieszkał kardynał Joseph Ratzinger. Płot, wierzba i tablica ozdobione są na cześć papieża żółtymi różami oraz wstążkami.

Irmgard Huber: - Na dekoracje złożyliśmy się z sąsiadami. Mój dom jest wyjątkowy przez przypadek. Od zawsze należał do naszej rodziny, nie wiem, dlaczego dziadek wynajął jego część żandarmerii. Nigdy nie pytałam o to rodziców, a dzisiaj już nie żyją.

Kiedy mieszkał tu mały Joseph, ogród był dużo większy - teraz część działki zajmuje dom brata Irmgard i dawna pracownia krawiecka ich ojca.

Traunstein. Piękny ciężar

Ostatni przystanek dzieciństwa Josepha Ratzingera to Traunstein - 18-tysięczne miasto na skraju Bawarii, u podnóża Alp. Po latach tułaczki jego rodzice planowali osiedlić się tu na stałe. Ojciec kupił w 1937 roku dom na przedmieściach. Kardynał tak go wspominał: "Wcześniejsi właściciele pozbyli się ziemi, tak że do domu należała tylko duża łąka, ponad którą wznosiły się dwa potężne drzewa wiśni, kilka jabłoni, grusz i śliw. Teren ograniczony był lasem dębowym przechodzącym w iglasty i rozciągający się na kilka godzin marszu. Posiadłość zbudowana była w alpejskim stylu, typowym dla okolic Salzburga; stodoły, stajnie stały pod jednym dachem z pomieszczeniami mieszkalnymi. Dachy budynków gospodarczych pokryto drewnianymi gontami, które obciążono kamieniami mającymi chronić przed wiatrem. Nie było bieżącej wody, ale za to przed domem znajdowało się źródło, które raczyło nas wyśmienitą, czystą wodą".

Trudno dzisiaj poznać to miejsce. Nie ma sadu, zamiast drzew wyrosły nowe wille, a źródełko wyschło. Stoi za to - i coraz bardziej niszczeje - piętrowy zielony dom Ratzingerów. Od 30 lat nikt do niego nie wchodził, bo grozi zawaleniem. W środku zagnieździły się koty.

Upadający budynek należy do rodziny Hachingerów. Kupili go od Ratzingerów w latach 50., po śmierci rodziców kardynała. Gdy na świat przyszła trójka dzieci, Hachingerowie obok wybudowali nowy dom, a przy starym zrobili skład na drewno do kominka. Potem urodziła im się kolejna trójka i powstał kolejny dom. Mieszka w nim dziś jedna z córek, Urszula, z mężem i własnymi dziećmi.

Kobieta opowiada: - Dom po Ratzingerach jest dla nas pięknym ciężarem. Bardzo go lubimy, ale to ruina. Jego renowacja, nawet we współpracy z konserwatorem, kosztowałaby majątek. Nie mamy tych pieniędzy.

Ale od dwóch tygodni dom ustrojony jest świerkowymi gałązkami przywiązanymi żółtymi wstążkami. Ze środkowego okna na piętrze zwisa purpurowy dywan, niczym z balkonu Bazyliki Świętego Piotra.

- Te dekoracje zrobili sąsiedzi - mówi Urszula. - My nie chcieliśmy rozgłosu. Turyści nie są nam tu potrzebni, bo i po co? Żyjemy sobie spokojnie, ja zajmuję się domem, mąż pracuje w fabryce Bosch-Siemens.

Kobieta wraca do malowania drzwi garażu. Na podwórko wjeżdża auto z turystami z USA, którzy odwiedzają krewnych w Bawarii. Chcą zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie domu papieża.

Seminarium w Traunstein. Wszyscy pojechali do Rzymu

Turyści fotografują się też przed budynkiem dawnego niższego seminarium w Traunstein ozdobionym flagami w papieskich barwach. Joseph Ratzinger trafił tu na kilka miesięcy przed wybuchem wojny, kiedy miał 12 lat. "Cieszyłem się, tym bardziej że słyszałem o nim wiele dobrego - wspomina w autobiografii. - Należałem jednak do ludzi, którzy nie byli stworzeni do internatu. W domu żyłem w wielkiej swobodzie, studiowałem, jak chciałem, i budowałem swój własny świat. Było dla mnie męką, gdy zostałem umieszczony w sali wykładowej z blisko sześćdziesięcioma innymi chłopcami, gdzie nauka, która wcześniej tak łatwo mi przychodziła, wydawała mi się prawie niemożliwa. Największym obciążeniem były jednak dla mnie prowadzone codziennie, idąc za postępowymi ideami wychowania, dwie godziny sportu na dużym boisku".

Seminaryjny kompleks budynków wygląda tak jak przed 60 laty. Obok boiska, którego tak nie lubił Joseph Ratzinger, wybudowano basen.

Ale profil szkoły zmienił się, kiedy liczba powołań w Niemczech zaczęła gwałtownie spadać. Rocznie w całym kraju wyświęca się dziś zaledwie kilku nowych księży. Jeden proboszcz opiekuje się dwoma, trzema parafiami, rekordziści mają ich nawet siedem. Kościół potrzebuje wsparcia, dlatego w niemieckich parafiach można spotkać misjonarzy z różnych krajów świata.

W seminarium jest teraz prowadzony przez duchownych internat dla młodzieży uczącej się w różnych szkołach Traunstein. Wschodnie skrzydło kompleksu wydzierżawiono komendzie policji, w zachodnim umieszczono mieszkania z garażami.

Kiedy tam przyjechaliśmy, nie zastaliśmy żadnego z kapłanów. Jak informowała kartka na drzwiach wejściowych, wszyscy byli w Rzymie na mszy inaugurującej pontyfikat Benedykta XVI. Dlatego odwołano nawet niedzielne nabożeństwo dla mieszkańców.

Altötting. Tu bije duchowe serce

Wszystkie miejscowości, w których mieszkał młody Joseph Ratzinger, łączy jedno - odległość najwyżej 60 km od Altötting, bawarskiej Częstochowy. Ratzingerowie często pielgrzymowali do gotyckiej figury Maryi z Jezusem. A kardynał pisał we wspomnieniach, że to miejsce duchowo go uformowało.

W 1499 roku zdarzył się tu cud. Trzyletnie dziecko utopiło się w rzece Inn, tej samej, nad którą leży Marktl. Gdy zrozpaczona matka położyła je przed figurą Czarnej Madonny, dziecko zaczęło oddychać. Wieść o tym przenoszona była z ust do ust, do sanktuarium tłumnie zaczęli przybywać pielgrzymi.

Nas po Altötting oprowadził ojciec Gotthart z zakonu kapucynów opiekującego się cudowną figurą. Na środku centralnego placu jest mała kapliczka, to w niej na ołtarzu stoi przystrojona w bogate szaty Madonna. Dookoła chodzą pielgrzymi i przyciskają do piersi duże krzyże. Pytamy o ten nie-znany w Polsce zwyczaj.

- Krzyże mają różne napisy - mówi ojciec Gotthart. - Na przykład: Dziękuję. Maryjo módl się za mnie. Proszę o zdrowie. Strzeż mnie. I wiele innych. Leżące pod ścianą kaplicy krzyże przywieźli tu pątnicy. Kto do nas przybywa, może wybrać napis odpowiadający jego intencji i przejść z krzyżem dookoła świątyni.

Krużganek od podłogi po sufit obwieszony jest obrazkami.

Ojciec Gotthart wskazuje ręką malowidła: - Widzicie ten wypadek samochodowy? Pewnie ktoś uciekł przed śmiercią dzięki wstawiennictwu Czarnej Madonny, w podzięce zamówił obrazek i tu go przywiózł. Rocznie dostajemy około 150 nowych. Brakuje już miejsca na ich wieszanie.

Altötting to duchowe serce nie tylko Bawarii, ale też całych katolickich Niemiec. Rocznie przyjeżdża tu 1,5 miliona ludzi. W 1980 roku mszę przed cudowną figurą odprawili wspólnie Jan Paweł II i kardynał Ratzinger. A już rok później Papież Polak zaprosił kardynała z Monachium do siebie i powołał na prefekta watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary.

Dzisiaj twarze ich obu widać na straganach z dewocjonaliami rozstawionymi dookoła rynku w Altötting. Są na świecach, plakietkach, obrazkach i pocztówkach.

Burgkirchen. Anna Fischer ma marzenie

Anna Fischer, dawna sąsiadka Ratzingerów, marzy, by spotkać się jeszcze raz z Josephem Ratzingerem. Ma dla niego prezent, który trzyma w domu jak relikwię - obrazek przedstawiający ich rodzinną miejscowość z 1926 roku. Ubogi nauczyciel z sąsiedniej wsi namalował go i zapłacił nim w sklepie rodziców Anny za jedzenie i ubrania dla swoich dzieci.

- Może dożyję dnia, w którym Benedykt XVI odwiedzi Marktl? - mówi z nadzieją w głosie. - Może uda mi się do niego jakoś dotrzeć? Jestem przecież już jedyną, która pamięta go od dnia urodzenia.

Przedruk z serwisu www.gazeta.pl

Strona utworzona 23 maja 2006 r.
Ostatnia aktualizacja: wtorek 23 maj 2006 23:35:50
Created by © Adam Gabriel Grzelązka


Kontakt * Prawa Autorskie & Współpraca * Autor Serwisu & Forum * E-Mail

© 2004-2006 by Adam Gabriel Grzelązka
Serwis założono 18 VIII 2004 r.