Google

 

Web

www.aydam.org

Strona główna W górę O mnie Art & FotoGaleria O Serwisie Kontakt Jak moge pomóc? Historia serwisu Przewodnik Mapa Serwisu Sklep On-Line Regulamin Chat Forum


Strona główna
W górę


Goście On-Line


Statystyki

Księga Gości:

Poczytaj
Dopisz

Kontakt ze mną
GG 9164115:
Tlen:
Napisz do mnie:
mail.gif (161 bytes)

Zalecana rozdzielczość
1024x768


Profesjonalny Hosting z PHP, MySQL, SSH Juz za 50 zł/rok, domena gratis!

Kontrspołeczeństwo homoseksualistów

EWA POLAK-PAŁKIEWICZ

O kontrkulturze - lewicowym ruchu zrodzonym w czasie tzw. wiosny studenckiej 1968 r. sporo się u nas pisało. Przy pomocy ultralewicowych, anarchizujących intelektualistów, wykładowców prestiżowych uniwersytetów amerykańskich oraz zręcznie obsadzanych w mediach i różnych instytucjach państwowych komunistycznych agentów zrewoltowana młodzież zdołała narzucić części społeczeństwa zwyrodniałą wizję kultury. Wizja ta obalała wszystkie "dawne świętości". To wtedy utorowała sobie drogę do umysłów przeciętnych przedstawicieli klasy średniej czy, jak byśmy u nas powiedzieli, inteligencji - polityczna poprawność, obłędna ideologia, która nad rodzinę postawiła wolne związki, ogłosiła tolerancję dla wszystkich form moralnej nędzy i znieprawienia, rozpropagowała feminizm, czyli "wyzwalanie się" kobiet z ich tradycyjnych ról, podburzyła do społecznego buntu mniejszości narodowościowe, religijne, etniczne, rasowe. A winne dotychczasowej niesprawiedliwości miały być tradycyjne instytucje: państwo, Kościół, szkoła, rodzina. Jedną z ofiar tradycyjnego amerykańskiego społeczeństwa miały być tzw. mniejszości seksualne. Dziś, po trzydziestu z górą latach, mniejszości te - czyli głównie homoseksualiści - zyskały taką siłę w walce z tradycyjnym ładem moralnym, że z łatwością przychodzi im dokonywanie już nie tylko doraźnych wyłomów, ale istotnych zmian w samej strukturze społeczeństw. Sytuacja ta dotyczy zarówno Stanów Zjednoczonych, jak i Europy Zachodniej. Oto kilka przykładów z ostatnich miesięcy: W Stanach, konkretnie w Kalifornii, wprowadzono do szkół i przedszkoli dwa programy, które propagują homoseksualizm. Materiałów edukacyjnych dostarczają organizacje homoseksualistów. Zawarte w nich dogmaty rewolucji homoseksualnej informują, że zjawiska takie jak homoseksualizm, transwestytyzm itd. są całkowitą normą oraz czymś dla człowieka korzystnym, natomiast " homofobia jest jedną z form bigoterii". Pisze o tym Lech Maziakowski w korespondencji z USA (Wojujący homoseksualizm, Nasz Dziennik z 28-29 października br.). Nowa ustawa przyjęta przez gubernatora Kalifornii we wrześniu br. "będzie skutecznie kontrolowała wolność wypowiedzi nauczycieli, rodziców i uczniów, a więc także wszelkie zastrzeżenia co do lansowanych dewiacji". Stan Kalifornia przeznacza rocznie dwa miliony dolarów na wycieczki szkolne. "Celem tych wypraw będzie uczenie tzw. tolerancji, zdefiniowanej oczywiście przez środowiska homoseksualistów". Na użytek edukacji w szkołach powstają filmy propagandowe, w których pokazuje się pary homoseksualistów wychowujące dzieci jako przykłady normalnej, zdrowej rodziny.
Polska opinia publiczna została przed paroma tygodniami dosłownie porażona decyzją ministrów państw Unii Europejskiej, którzy zgodnie zakazali szkołom katolickim stwarzania jakichkolwiek barier dla zatrudniania nauczycieli dotkniętych tą dewiacją. Teraz już dokładnie wiadomo, co kryje się pod sformułowaniami z Traktatu z Amsterdamu, jednego z najważniejszych dokumentów cementujących Unię, gdzie (w nowym art. 13) nadaje się instytucjom UE prawo do działań "zwalczających dyskryminację w oparciu o (...) orientację seksualną".
Wobec tych licznych precedensów prawnych coraz więcej normalnie myślących ludzi - także i w Polsce - ma kłopoty ze zrozumieniem, czym jest "dyskryminacja" i "niedyskryminacja" jakichś mniejszości.
Żeby zrozumieć, o co tu chodzi, trzeba zastanowić się, czy homoseksualiści są taką samą mniejszością, jak inne: narodowościowe, religijne, etniczne itd. Żeby zdefiniować tę grupę, trzeba odwołać się do obiektywnego kryterium prawdy o ich stanie zdrowotnym - także moralnym w wypadku tych, którzy czynią ze swej skłonności sztandar obyczajowy. Dr Marek Czachorowski zwraca uwagę w Naszym Dzienniku: Jeżeli postawi się znak równości pomiędzy miłością a tym, co jest jej przeciwne, pomiędzy normalnością a zboczeniem - to właśnie dokonuje się dyskryminacji homoseksualistów w ich prawie do prawdy. "Zgoda na ten zapis w Traktacie z Amsterdamu zakłada, że państwo powinno pójść w kierunku takiego samego traktowania związków homoseksualnych jak małżeństw. Żądanie niedyskryminacji kogokolwiek wystarcza do tego, aby z szacunkiem traktować każdego człowieka jako człowieka, także homoseksualistów jako ludzi. Natomiast żądanie prawnego zapisu niedyskryminacji homoseksualistów jako homoseksualistów oznacza ich dyskryminację jako ludzi. Stąd też te tendencje w europejskim prawie wskazują najwyraźniej, że nowy porządek prawny zmierza do jakiegoś systemu przemocy". Warto te rozróżnienia i ostrzeżenia zapamiętać, bowiem poprawność polityczna skutecznie wysysa z wielu głów zdolność racjonalnego postrzegania zjawisk patologicznych, które przedstawia się jako wspaniałe efekty rozkwitu demokracji, otwartości kultury, rozwoju człowieka. Stało się tak niedawno we Francji, której parlament przyjął rok temu ustawę o tzw. obywatelskiej umowie solidarności (PACS), która homoseksualistom obu płci daje możliwość zalegalizowania ich związku. "PACS to coś więcej niż kilka regulacji prawnych i skarbowych. Zainteresowane nim pary pragną, aby za sprawą symbolicznego aktu zostało uznane ich istnienie jako podmiotu prawa" - manifestowała głębszy sens tej chorej ustawy Elisabeth Guigou, socjalistyczna minister sprawiedliwości. Socjalistyczny rząd francuski traktuje PACS jako osiągnięcie "polityki rodzinnej", a entuzjaści nowej definicji rodziny (nigdy nie akceptowanej przez Watykan i Episkopat francuski) już podliczają, jak szybko przyrasta ilość zawartych w ich kraju "umów obywatelskich" (ok. 20 tys.), oraz zajmują się reklamą książek przedstawiających życie dzieci z "rodzicami jednej płci". A więc Francja już nie dyskryminuje, ale obydwiema rękami swoich rządzących - akceptuje i popiera. Podobnie dzieje się w Holandii, Danii, Szwecji, Norwegii i ostatnio również w Niemczech. (Norwegia pierwsza zaakceptowała tzw. małżeństwa homoseksualne, jej specjalnością są "małżeństwa" pastorów i pastorek). Żeby zrozumieć zdumiewające postępy tego zjawiska, które praktycznie unicestwia rodzinę, a młode pokolenia wydaje na żer ludzi zdeprawowanych, którzy bez najmniejszego trudu i oporu z czyjejkolwiek strony zdobywają powszechną aprobatę dla swojej "po prostu innej propozycji życia we dwoje", warto przypomnieć historię zwycięskiego pochodu organizacji homoseksualistów przez Stany Zjednoczone. Historia ta trwa dłużej niż w Europie, jej początki sięgają lat 60., i obfituje w pouczające, wręcz nieprawdopodobne epizody. "To, co ostatecznie przyczyniło się do całkowitej legitymizacji homoseksualizmu, to przekształcenie go z prywatnej dewiacjiw ruch polityczny" - pisze w swojej korespondencji ze Stanów Zjednoczonych w Arcanach (nr 13/2000) Zofia Głodowska. Po raz pierwszy z tezą, że homoseksualiści różnią się od "heteroseksualistów" (termin z języka poprawności politycznej na określenie ludzi normalnych), tak jak czarnoskórzy, Azjaci, Latynosi różnią się od Europejczyków, wystąpił niejaki Harry Hay, działacz lewicowy, jeszcze w latach 50. Kontrkulturowa rewolta upowszechniła to hasło i wprowadziła niezwykle skuteczny zwyczaj demonstrowania organizacji homoseksualistów na ulicy przeciw rzekomej brutalności policji. Teraz, gdy w oczach zdezorientowanej opinii publicznej homoseksualiści mogli uchodzić za prześladowaną mniejszość, ofiarę władzy państwowej, bezwzględnej w swym dążeniu do tłamszenia wszystkiego, co nowe, żywe, kolorowe (teza rewolty 1968 r.), przystąpili do ataku na psychiatrów, którzy wciąż upierali się, że w świetle medycyny homoseksualizm to dewiacja. Mało kto z dzisiejszych apologetów "ruchu gejów" chce pamiętać, że w 1970 r. - jak przypomina Z. Głodowska - "aktywiści gejowscy napadli na lokal, w którym odbywało się doroczne zebranie Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, zaatakowali znanego psychoanalityka Irvina Biebera w czasie dyskusji panelowej nad homoseksualizmem i publicznie, wobec jego osłupiałych kolegów, zelżyli go". Efekt tej bojówkarskiej napaści w demokratycznej Ameryce przeszedł wszelkie oczekiwania. Po trzech latach od tego incydentu amerykańscy psychiatrzy usunęli homoseksualizm z listy zaburzeń psychicznych. Taki był pierwszy etap "podboju" Ameryki przez lobby homoseksualistów. Wyciągało ono z zanadrza, a to takie rewelacje, jak statystyka ustalona przez dr. Kinsey'a (którego badania oddały także nieocenione usługi prekursorom edukacji seksualnej), jakoby liczba homoseksualistów w ogólnej populacji USA wynosiła 10% (wiele lat później okazało się, że prawdziwa liczba to 2,6-2,8%, niemniej amerykańscy homoseksualiści nadal powołują się na te fałszywe dane), a to świadectwa różnych osób publicznych, w tym polityków dotkniętych tą dewiacją, z których wynikać miało, że homoseksualizm jest cechą wrodzoną, a nie nabytą środowiskowo - mimo zdecydowanego oporu genetyków i biologów przeciw takiej tezie.

Wydawało się, że przełomem - na niekorzyść środowiska "gejów" - będzie rozrastająca się lawinowo, począwszy od lat 80., epidemia AIDS. "Przed 1980 r. - pisze Z. Głodowska - większość gejowskich publikacji utrzymana była w tonie wyzywająco-agresywnym, przenikniętym duchem rebelianckich lat 60. Sławiły one uroki 'homoseksualnej miłości' oraz nierozłącznie związanej z nią swobody seksualnej jako formy znacznie doskonalszej niż 'bezbarwne', 'rachityczne' uroki monogamicznych małżeństw". Entuzjazmu nie gasiła stale powiększająca się liczba chorób wenerycznych wśród homoseksualistów, która szybko przybrała postać epidemii, o czym alarmowali lekarze. Widmo katastrofy politycznej dla gejów nadciągało wraz z AIDS. Nie sposób już było beztrosko żartować, popisując się chorobą, jak czynili to niektórzy aktywiści ruchu homoseksualistów w dobie poprzedniej. "Za każdym razem, gdy nabawię się trypra, czuję się, jakbym wystrzelił salwę w rewolucji seksualnej" - oświadczył publicznie pewien młody Amerykanin (chełpiąc się przy okazji swoimi trzema tysiącami partnerów), który wkrótce zmarł na AIDS. Ale i tu udało się uniknąć ostracyzmu i potępienia społecznego, dzięki prostemu, a genialnemu hasłu zawartemu w jednym z gejowskich podręczników: "W jakiejkolwiek kampanii zmierzającej do uzyskania poparcia społecznego geje muszą być przedstawiani jako ofiary". Homoseksualiści pozostali więc w świadomości większości Amerykanów - świadomości umacnianej przez media - "uciśnioną mniejszością", dodatkowo biedną i wymagającą opieki państwa, bo dziesiątkowaną przez AIDS. Żadnej próby moralnej refleksji, żadnego zatrzymania się w szaleńczym pędzie po kolejne mniej lub bardziej przypadkowe "przygody" z perspektywą rychłej śmierci. Jako remedium na AIDS powszechnie uznano prezerwatywy: przy udziale samych homoseksualistów wprowadzono bezprecedensową kampanię reklamową na ich rzecz, docierając nawet do szkół - w młodszych klasach uczy się dzieci technik ich używania. "Homoseksualizm jest obecnie tak powszechnie akceptowany - pisze Z. Głodowska - że nawet wiedza o jego powiązaniach z AIDS nie wpływa na jego image jako całkowicie normalnej i zdrowej orientacji. Paru ostatnich mohikanów - tradycyjnie myślących psychoanalityków i psychiatrów - wciąż jeszcze utrzymuje, że to zaburzenie neurotyczne, podobnie jak większość religijnych konserwatystów (...), ale oponenci są w mniejszości i w wyraźnej defensywie: tracą oni też coraz bardziej pewność siebie, w miarę jak napierająca zewsząd liberalna kultura piętnuje i wyśmiewa ich poglądy. Religijni krytycy ruchu gejów traktowani są jako troglodyci i zagrożenie dla wolności. Ostatni obrońcy zdrowego rozsądku bronią siebie i swoich pozycji, ale jak długo jeszcze będzie im się udawać?". Ostatnie wydarzenia pokazują, że np. w Kalifornii przegrali na całej linii.
A u nas? Pytanie tym bardziej aktualne, że wkrótce staniemy przed perspektywą podpisania Traktatu z Amsterdamu i zastosowania się do dyrektywy UE w sprawie homoseksualistów (i ateistów) w szkołach katolickich. Homoseksualiści w Polsce grupują się w organizacje i zakładają pisma. Wkrótce przystąpią do ataku. Szukają poparcia w środowiskach politycznych. W jednym z pism dla homoseksualistów, typowym produkcie kultury masowej zajmującej się coraz nachalniej propagandą tej dewiacji, oślizgłym brukowcu, wystąpił przed wakacjami w potężnym wywiadzie rzecznik prasowy Unii Wolności - Andrzej Potocki. Nie ukrywał swoich sympatii dla sprawy poszerzenia wpływów w społeczeństwie i przygotowań do jakiejś formy legalizacji homoseksualizmu SLD. A młodzież, która staje się główną ofiarą tej propagandy? Miałam okazję niedawno przysłuchiwać się rozmowie dwojga dwudziestoparolatków, chłopaka i dziewczyny, którzy jako główną ideę swojego życia wybrali solidaryzowanie się z ofiarami AIDS. (Wiadomo, że są nimi przede wszystkim homoseksualiści). Jeżdżą więc na międzynarodowe wiece, na których czci się pamięć zmarłych na tę chorobę, niesie się różowe goździki w rękach i idzie się w malowniczych, wielorasowych i wielonarodowych pochodach przez stolice różnych państw. Jakie to romantyczne... Homoseksualiści dla tych młodych ludzi są uosobieniem wolności: rzucają wyzwanie nudnemu światu - światu bez fantazji, polotu, odwagi i... bez wdzięku, jaki w oczach młodych rozmówców charakteryzuje homoseksualistów.
Czas najwyższy rozpocząć w polskich, niezależnych mediach wielką debatę, jak uchronić Polskę, jej młodzież, rodzinę przed dotknięciem tą chorobą umysłu, która skazuje społeczeństwa na zupełne poddanie się presji agresywnych środowisk, posługujących się spreparowanymi danymi i chorą wizją człowieka. Najwyższy czas, by oczekiwać, aby w tę debatę włączyli się lekarze. Najwyższy czas, by pytać polityków i parlamentarzystów, co zamierzają robić, by nie oddać naszego kraju we władanie tego obłędu, który nazywa się poprawnością polityczną, w której człowiek chory, moralnie skrzywiony ma pouczać zdrowego co do standardów etycznych, praw człowieka, wizji państwa i wychowania młodych pokoleń, oraz ustawiać przy nim policjanta, gdyby chcieli, mimo wszystko, wierzgać.

Przedruk z serwisu www.niedziela.pl

Strona utworzona 28 lutego 2006 r.
Ostatnia aktualizacja: wtorek 28 lutego 2006 18:00:30
Created by © Adam Gabriel Grzelązka


Kontakt * Prawa Autorskie & Współpraca * Autor Serwisu & Forum * E-Mail

© 2004-2006 by Adam Gabriel Grzelązka
Serwis założono 18 VIII 2004 r.