Richard Cohen przez długie lata sam borykał się ze skłonnościami homoseksualnymi i zwyciężył je. Założył rodzinę, ma trójkę dzieci, mieszka w Waszyngtonie i teraz pomaga podejmować ten problem i zwyciężać wielu innym ludziom z takimi skłonnościami. Napisał książkę „Wyjść na prostą. Rozumienie i uzdrawianie homoseksualizmu”.
Uważa, że homoseksualizm jest objawem - a więc nie głównym problemem osoby. Według Cohena homoseksualizm jest stanem o podłożu emocjonalnym, zaburzeniem więzi z tą samą płcią. Uzdrawianie homoseksualizmu metodą Cohena obejmuje cztery etapy:
- w pierwszym chodzi o zmianę zachowania (istotne jest tutaj odcięcie się od zachowań homoseksualnych, nawiązanie kontaktu z samym sobą, ważna jest „sieć” wsparcia); - w drugim chodzi o przemianę myślenia (dalej ważna jest sieć wsparcia, ale i zdobywanie różnych umiejętności, nawiązanie kontaktu ze swoimi głębokimi uczuciami...); - w trzecim etapie chodzi o uzdrawianie ran homoemocjonalnych (kontynuacja tego, co w poprzednich etapach, dalej chodzi m.in. o odkrywanie korzeni zranień emocjonalnych, nawiązanie zdrowych relacji z osobami tej samej płci); - w czwartym etapie chodzi o uzdrawianie zranień heteroemocjonalnych (matka-syn i córka-ojciec).
Holandia
Znana jako pionier w nadawaniu homoseksualistom przywilejów społecznych przoduje także w leczeniu z homoseksualizmu - zwraca uwagę Grzegorz Górny (Fronda, Ozon).
Najbardziej znany i działający najdłużej psychoterapeuta prof. Gerard van den Aardweg w ciągu 30 lat pracy wyprowadził z homoseksualizmu kilkaset osób.
Punktem wyjścia w terapii jest założenie, że pociąg do własnej płci nie jest - jak to przedstawiają działacze ruchu gejowskiego - wrodzony, uwarunkowany genetycznie lub hormonalnie. Nowojorski psychiatra Lawrence Hatterer uważa takie teorie za „dziewiętnastowieczne”. Jak dotąd nie powiodła się żadna z licznych prób odnalezienia „genu homoseksualizmu” ani ośrodka w mózgu odpowiadającego za pociąg do własnej płci. Nawet wielu bardzo życzliwych gejom seksuologów uważa, że źródłem homoseksualizmu są „nabyte preferencje”.
- Zygmunt Freud stykał się z wieloma homoseksualistami jako pacjentami. Analizując ich fantazje oraz sny, zawsze wykrywał pod powierzchnią ślady normalnego, głęboko ukrytego usposobienia heteroseksualnego - mówi Górny. Uczniowie Freuda, Alfred Adler i Wilhelm Stekel powiązali homoseksualizm z zaburzeniami neurotycznymi. Pierwszy zdefiniował go jako kompleks niższości, a drugi jako psychiczny infantylizm.
Prof. van den Aardweg uważa to za zaburzenie emocjonalne rozwijające się w dzieciństwie i okresie dojrzewania. Źródłem są niezdrowe relacje z matką i - zwłaszcza! - ojcem.
Terapia trwa kilka lat. Polega głównie na wglądzie we własne wnętrze i wewnętrznym zmaganiu. Jej celem jest uzyskanie emocjonalnej dojrzałości do małżeństwa, zaś powodzenie zależy od motywacji danej osoby, jej wytrwałości i szczerości - najpierw wobec siebie.
Jeden z instrumentów to humor. Autoironia pomaga obnażyć infantylizm, odkryć „dziecko siedzące w środku dorosłego” i stanowi antidotum na impulsy o charakterze neurotycznym. Prof. Aardweg odkrył ciekawą zależność: im mniej roztkliwiania nad sobą, tym mniejsza skłonność do zachowań homoseksualnych. (wykorzystano materiały KAI)