SAKRAMENT MAŁŻEŃSTWA
Bóg stworzył człowieka jako
mężczyznę i kobietę. Z Jego woli mają oni tworzyć wspólnotę, być Jego
współpracownikami w dziele stwarzania człowieka. Fundamentem tej wspólnoty
ma być miłość wzajemna. Chrystus podniósł małżeństwo do godności sakramentu,
swoją łaską uświęca miłość mężczyzny i kobiety, umacnia ją i doskonali.
Sakramentalny związek małżeński jest nierozerwalny, dlatego też osoby
pragnące żyć ze sobą razem przez całe życie powinny dobrze przygotować się
do małżeństwa. To przygotowanie dokonuje się przez całe życie. Bezpośrednim
okresem przygotowania jest narzeczeństwo.
W opracowaniu zawarto
główne myśli adhortacji Jana Pawła II Familiaris consortio.
Zamieszczona bibliografia odsyła do wydań pomagających zgłębić dane
zagadnienie.
Serdecznie dziękuję
wszystkim, których uwagi pomogły mi w napisaniu tej pracy. Szczególną
wdzięczność wyrażam lekarce, pani Małgorzacie Kotnis-Telesińskiej, za
napisanie rozdziału „naturalne metody planowania poczęć”.
PRZYGOTOWANIE DO ŻYCIA
MAŁŻEŃSKIEGO — NARZECZEŃSTWO
Przede wszystkim od
rodziny, w której wychowali się przyszli małżonkowie, zależy ich
przygotowanie do życia wspólnego. Ona to bowiem kształtuje różne postawy
życiowe, mające wpływ na życie przyszłego małżeństwa i nowej rodziny. Nie
tylko inni jednak nas formują. Człowiek sam też posiada zdolność
kształtowania siebie, swojego charakteru, postaw życiowych przez pracę nad
sobą, stanowiącą współdziałanie z łaską daną nam przez Boga. Dlatego też
każdy jest odpowiedzialny za właściwe przygotowanie się do małżeństwa.
1. Na
czym polega przygotowanie się do małżeństwa? Łk 6,31-33; Rz 15,3;
12,15-16
W małżeństwo każdy wnosi
swoją osobowość, wychowanie, a przede wszystkim to, kim jest dzięki
współdziałaniu z łaską Bożą i pracy nad sobą. Dobrze przygotuje się do życia
małżeńskiego i rodzinnego ten, kto ciągle troszczy się o wzrost swojej
miłości, kto ustawicznie uwrażliwia się na potrzeby drugiego człowieka,
stara się mu służyć i uszczęśliwiać go. „Jak chcecie, żeby ludzie wam
czynili, podobnie wy im czyńcie” (Łk 6,31) - to jedna z tych zasad podanych
przez Chrystusa, których stosowanie w życiu umożliwi prawidłowe
przygotowanie się do wspólnotowego życia małżeńskiego. Cenną wskazówkę daje
św. Paweł mówiąc: „Niech każdy z nas stara się o to, co dla bliźniego
dogodne - dla jego dobra, dla zbudowania. Przecież i Chrystus nie szukał
tego, co było dogodne dla Niego” (Rz 15,2-3). Tak więc przygotowuje się do
małżeństwa ten, kto otwiera się ustawicznie na innych, wyzbywa się egoizmu,
bierze odpowiedzialność za los drugiego człowieka, jego szczęście i
zbawienie.
W życiu codziennym, a w
szczególności w małżeństwie, ważna jest też umiejętność odczytywania przeżyć
drugiej osoby, jej uczuć, współodczuwanie z innymi, o czym wspomina św.
Paweł: „Weselcie się tymi, którzy się weselą, płaczcie z tymi, którzy
płaczą. Bądźcie zgodni we wzajemnych uczuciach” (Rz 12,15-16). Tę
umiejętność trzeba w sobie ciągle rozwijać przez zastanawianie się nad tym,
co inni przeżywają, jakie mają radości i kłopoty oraz jakie uczucia my sami
w nich wywołujemy przez nasz sposób traktowania ich, mówienia, bycia, ton
mówienia itp. Rodzice powinni rozwijać w swoich dzieciach umiejętność
wczuwania się w innych, czyli tzw. zdolność empatii.
Małżeństwo jest związkiem
miłości osób równych sobie, jest związkiem partnerskim, w który każdy winien
coś wnieść. Przygotowanie do tak pojętego małżeństwa wymaga wyrobienia w
sobie poczucia wartości dla płci przeciwnej, wyzbycia się poczucia wyższości
i różnych form niedoceniania drugiego. Zagraża trwałości przyszłej rodziny
wniesienie w nią mentalności „pana”, który wymaga obsługiwania ze strony
innych. Przeciwnie, wyrabianie w sobie od dzieciństwa postawy zaradności
życiowej, troskliwości o innych sprzyjać będzie szczęściu przyszłego
małżeństwa.
Prawidłowe, wyrażające
miłość, seksualne współżycie małżeńskie wymaga umiejętności koncentrowania
się na drugiej osobie, odczytywania jej przeżyć. Zagrożeniem w wyrabianiu
podobnej umiejętności może być uprawianie samogwałtu oraz innych form
autoerotyzmu, w którym cała uwaga człowieka skoncentrowana jest na sobie, na
swoi przeżywaniu, na szukaniu samozadowolenia, np. poprzez myśli i
spojrzenia o charakterze erotycznym, pożądliwym. Miłość wymaga dawania i
dzielenia się. Nie rozwija jej zadowalanie siebie samego „przy pomocy
drugiego”, nawet jeśli dzieje się to tylko w sferze wyobrażeń. Rozwija
natomiast miłość modlitwa za osoby płci przeciwnej, myślenie z szacunkiem o
funkcji macierzyństwa i ojcostwa, uwielbianie Boga za piękno człowieka i
jego ciała, np. za piękno osób spotykanych na ulicy, które nam się podobają.
Taka modlitwa jest formą dawania, czyli miłości, i chroni przed
konsumpcyjnym podejściem do drugiej osoby, zwłaszcza do jej ciała.
Los przyszłego małżeństwa w
dużej mierze zależeć będzie od wychowania, jakie przyszli małżonkowie
otrzymali w swoim domu rodzinnym, od wzorów zachowań, jakie zaobserwowali u
swoich rodziców. Dlatego też oni to właśnie powinni tak wychowywać swoje
dzieci, aby formował się w nich duch miłości, odpowiedzialności za innych,
umiejętność ponoszenia ofiar, a także zdolność współodczuwania z innymi. W
ten sposób dobrze przygotują swe dzieci do życia w małżeństwie.
Oprócz postaw wyrabianych
przez wychowanie i pracę nad sobą bardzo pomocne dla życia przyszłej rodziny
może być zdobycie odpowiedniej wiedzy teoretycznej o małżeństwie. Z tego
względu korzystne będzie zapoznanie się z literaturą dotyczącą zagadnień
rodzinnych, a także z pracami z dziedziny pedagogiki i psychologii.
2. Jaką
formę powinna przyjąć miłość narzeczeńska? Kol 3,12-17
Okres narzeczeński ma być
nie tylko czasem poznania przyszłego współmałżonka, jego charakteru,
wychowania, światopoglądu, ale również — okresem formowania się i
doskonalenia miłości, która musi się przez całe życie w dalszym ciągu
rozwijać. Miłość między mężczyzną i kobietą zawiera na ogół — szczególnie w
okresie narzeczeństwa — element silnego oczarowania sobą. Temu uczuciu
towarzyszy pragnienie uszczęśliwiania drugiego, obdarowywania go swymi
uczuciami, samym sobą. Drugim składnikiem tej miłości jest pragnienie
ukochanej osoby, jej uczuć, sympatii, jej obecności, bliskości fizycznej i
duchowej. Człowiek jest istotą cielesno-duchową, dlatego i jego miłość
przyjmuje taką samą formę: duchowe nastawienie musi ujawniać się w pewnych
cielesnych, odbieranych przez drugiego formach, np. w czułych, życzliwych
słowach, spojrzeniu, gestach, dotyku itp. Przez cielesne gesty miłość nie
tylko się wyraża, ale również się pogłębia. W małżeństwie jednym ze sposobów
wyrażania i pogłębiania miłości jest stosunek seksualny. Powstaje pytanie,
jaki duchowo-cielesny kształt powinna przyjąć miłość narzeczeńska, aby
doskonaliła się i przygotowywała narzeczonych do przyszłego życia
małżeńskiego? Kościół zdecydowanie odrzuca przedmałżeńskie stosunki
seksualne, jako nieodpowiedni z wielu względów sposób wyrażania miłości
narzeczeńskiej, co zostanie omówione później. Nie godząc się na stosunki
pozamałżeńskie, Kościół nie potępia jednak wszelkich w ogóle sposobów
cielesnego ujawniania swej miłości do drugiego człowieka. Kościół nie gardzi
ludzkim ciałem, dlatego że pochodzi ono od Boga, jest takie, jakiego On
.chciał, i pozwala człowiekowi wyrażać swoją miłość, a także ją umacniać.
Tylko przez ciało można drugiej osobie zakomunikować swoją miłość. Cielesny
wymiar posiadają przecież wypowiadane życzliwe słowa, gesty, uśmiech,
uścisk, wyświadczanie komuś jakiejś przysługi, okazanie pomocy itp. Bez tych
widzialnych i cielesnych form ujawniania miłości nie wiedzielibyśmy, że inni
nas kochają. Gdy brak tych zewnętrznych objawów miłości, może się pojawić w
nas wątpliwość, czy inni faktycznie nas kochają.
Okres narzeczeński wymaga
takich form miłości, które przygotowują najlepiej do życia małżeńskiego.
Istotą miłości jest służba drugiemu, chęć uszczęśliwiania go, ubogacania,
rozwijania. Narzeczeństwo powinno doprowadzić ten wymiar miłości do
najpełniejszego rozkwitu. Potrzebne są zatem takie widzialne formy miłości,
które tę służbę ukazują, które ujawniają szczerą chęć obdarowywania
drugiego. Konkretne działanie ubogacające drugiego człowieka, każda
pożyteczna rozmowa są wyrazem tej miłości i zatroskania o kogoś.
Składnikiem miłości jest
również życzliwość, zachwyt drugim człowiekiem, czułość. Słusznie zauważa
Wanda Półtawska, że okres narzeczeński powinien być uczeniem się wyrażania w
widzialnych formach wzajemnej czułości, gdyż to uczucie będzie potrzebne
także w przyszłym życiu małżeńskim. Czułość bowiem odnosi się do drugiej
osoby, stawia ją w centrum uwagi. W okazywaniu czułości ujawnia się podziw
dla kochanego człowieka, uznanie jego wartości. Czułość nie zagarnia dla
siebie drugiego człowieka, jest bowiem klimatem serdecznej troski o niego.
Czułość może się wyrazić na różne sposoby, w spojrzeniu, w serdecznych
słowach, w tonie mówienia, w używanych sformułowaniach, zdrobnieniach,
słowach uznania, podziwu, dowartościowania, doceniania, w czułych gestach.
„Czułe gesty mogą być przeróżne: od prostego gestu dotknięcia ręki —
pogłaskał jej włosy, od trzymania się za rękę, do różnych wyrazów. Czułość
tak jak i pożądanie może objąć całe ciało. Można czule traktować całego
człowieka całym sobą. Intuicja miłości powinna podszepnąć, jakie mogą być te
gesty”(1).
Prawdziwa miłość nie
spieszy się jednak do gestów, bo jest radością bycia obok ukochanej osoby.
To milczące trwanie przy drugim może być bardzo wymownym i pełnym treści
wyrazem miłości.
Podkreślając wagę rozwoju
czułości i szukania odpowiednich form jej wyrazu, Wanda Półtawska zwraca
równocześnie uwagę na konieczność uczenia się opanowywania pożądliwości,
pragnącej w egoistyczny sposób zawładnąć drugim, zagarnąć go dla siebie.
Najwyższą formą tej pożądliwości byłby przedmałżeński stosunek seksualny.
„Pożądanie sobie chce przynieść radość, zmierza ku własnemu zadowoleniu i
dla siebie chce ekstazy przeżycia, natomiast czułość wyraża troskę o
kochanego człowieka. Czułość jest zarazem i doznaniem i obdarowaniem
drugiego, czułość odnosi się do drugiej osoby i tę drugą stawia w centrum
uwagi - pożądanie siebie stawia w centrum, a czułość drugiego. Czułość jest
dowartościowaniem człowieka i dlatego tak bardzo jest potrzebą człowieka w
ogóle, a w XX wieku właśnie młodego człowieka, który jest niepewny jeszcze
swej wartości”(2). Ciągle doskonaląca się miłość wymaga
ustawicznego przezwyciężania skłonności do egoistycznego zaspokajania swoich
potrzeb seksualnych bez liczenia się z drugim człowiekiem. Problem ten jest
aktualny nie tylko w okresie narzeczeńskim, ale również i w małżeństwie.
Wzrastanie w miłości ma się też ujawniać w rozwijaniu czułości, a przede
wszystkim w umiejętności ofiarnego służenia drugiemu w różnych sytuacjach
życiowych.
3. Na
czym polega doskonalenie miłości narzeczeńskiej? 1 Kor 13,4-8
Bóg powołał człowieka do
miłości. Przez całe życie powinien on ją doskonalić. Miłość jest troską o
drugiego człowieka, o jego rozwój, pomyślność, jest służbą zmierzającą do
ubogacenia drugiej osoby i uszczęśliwienia jej. Ten sam rys miłości można
odnaleźć także w miłości narzeczeńskiej: młodzi chcą się wzajemnie
uszczęśliwiać, obdarowywać. Doskonalić miłość — to ciągle na nowo uczyć się
ofiarnej służby, zdobywać się na coraz to nowe formy udzielania drugiemu
pomocy w jego powodzeniach i niepowodzeniach, w radościach i smutkach. Do
takiej miłości wzywa Chrystus wszystkich bez wyjątku ludzi, w tym również
małżonków i narzeczonych.
Charakterystyczną cechą
miłości narzeczeńskiej jest mniejsze lub większe oczarowanie drugim
człowiekiem, uczuciowe zafascynowanie nim. Jest to pewien stan, który może w
przyszłości zaniknąć lub przemienić się w inne uczucie, w głębokie
przywiązanie do drugiej osoby połączone z wielką troską o nią. Oczarowanie
uczuciowe zanika tym szybciej, im bardziej powierzchowny był powód owej
fascynacji, np. czyjś wygląd, zgrabna figura itp. Trwalsze może być
oczarowanie czyimś charakterem, dobrocią, zaletami, ale i ono może ulec
osłabieniu wskutek przyzwyczajenia się do kogoś, ciągłego przebywania z
wybranym towarzyszem życia, którego słabości, wady i przykre nawyki dobrze
się poznało. Prawdziwa miłość potrafi jednak przetrwać pomimo „rozczarowania
się” drugim człowiekiem. Przetrwa zaś, o ile człowiek zrozumie, że jego
towarzysz życia, pełen wad i niedoskonałości, jest osobą „poranioną”,
potrzebującą pomocnej dłoni i wsparcia. Choć uczuciowa fascynacja drugim
słabnie, może być pielęgnowane i stale rozwijane inne „oczarowanie” drugim,
wypływające z głębokiej wiary w jego godność i w jego łączność z Bogiem.
Spojrzenie wiary zapewnia stałe fascynowanie się drugą osobą, nawet jeśli
mija stan „zakochania się”. To spojrzenie wiary polega na zauważaniu w
drugim istoty powołanej do życia przez Boga, umiłowanej przez Niego,
noszącej w sobie Jego obraz i podobieństwo, pomimo słabości i grzeszności,
na doszukiwaniu się w nim łaski Chrystusa. Zafascynowanie człowiekiem, choć
bardzo różne od „zakochania się”, przetrwa, jeśli będziemy w nim zauważać
kogoś, w kim Chrystus chce być bez reszty obecny, kim chce całkowicie
zawładnąć.
-
Literatura na temat
przekształcania się i rozwoju uczuć w życiu małżeńskim:
-
E. Sujak, Życie jako zadanie.
Warszawa 1978, s.76—90.
-
Miłość, małżeństwo, rodzina.
Praca zbiorowa, Kraków 1978, s.221-276. E. Sujak, Klimat uczuciowy życia
rodziny, w: Spojrzenia na współczesną rodzinę w Polsce, Praca zbiorowa.
Warszawa 1981, s.80—90.
Oprócz pragnienia
uszczęśliwiania, zafascynowania drugim człowiekiem, w miłości narzeczeńskiej
obecne jest również pragnienie „posiadania” go, bliskości duchowej i
fizycznej: zakochani chcą być razem, blisko siebie, odczuwać obecność
drugiego. To pragnienie bliskości może przyjąć mniej lub bardziej wyraźną
formę pożądania drugiej osoby dla zaspokojenia swoich potrzeb seksualnych.
Tak więc pragnienie, by kochać, uszczęśliwiać kogoś, łączy się z drugim: być
kochanym, uszczęśliwianym i zaspokajanym przez umiłowaną osobę. W
niedojrzałej, rozwijającej się dopiero miłości ten drugi element przeważa
nad pierwszym: człowiek pomaga drugiemu, chce go uszczęśliwiać, aby w zamian
za to być kochanym, uszczęśliwianym i zaspokajanym. Doskonalenie miłości
polega na dążeniu do coraz większej bezinteresowności, na szanowaniu
wolności drugiego, jego decyzji, nawet jeśli będzie się to wiązać z wielkimi
ofiarami z naszej strony. Przykład takiej bezinteresownej miłości daje nam
Bóg, który szuka tylko naszego szczęścia, ciągle nam pomaga, chce też naszej
wzajemności, choć nie wymaga jej brutalnie, pozostawiając naszej wolnej woli
ostateczną decyzję.
Miłość mężczyzny i kobiety,
oprócz uczuciowego zafascynowania sobą, pragnienia uszczęśliwiania się
nawzajem, zawiera także — mniejsze lub większe — pragnienie oddania się i
posiadania drugiego przez stosunek seksualny. Ze względu jednak na wielkie
zło, jakie można spowodować przez współżycie przedmałżeńskie, to pragnienie
powinno być opanowywane i kontrolowane. Warto zaznaczyć, że może nieraz
dojść do stosunku seksualnego między chłopcem a dziewczyną wskutek pewnego
nieporozumienia i nieznajomości prawdziwych pragnień drugiej osoby. Otóż —
nie zdając sobie sprawy z odmienności psychiki kobiecej — chłopiec sądzi
nieraz, że dziewczyna prowokuje go do stosunku seksualnego, gdy tymczasem w
rzeczywistości jest to tylko mylne tłumaczenie sobie jej zachowania.
Dziewczyna pragnie zainteresować go sobą, pozyskać jego uczucia i nic
więcej, a chłopak sądzi, że szuka ona współżycia seksualnego, czy nawet
wręcz go do tego prowokuje. Niewłaściwie odczytując zamiary dziewczyny,
chłopak może faktycznie doprowadzić do stosunku, mając przy tym wewnętrzne
przekonanie, że spełnia tylko jej wyraźne życzenia. Aby uniknąć tego rodzaju
sytuacji, dziewczęta powinny dać chłopcu wyraźnie do zrozumienia, że nie
chcą stosunków seksualnych, że pragną tylko jego uczucia, serdeczności,
czułości. Nie tylko nie zniszczą przez to miłości chłopca, ale uświadomią mu
różnicę zachowań seksualnych mężczyzny i kobiety, o której może on nic nie
wiedzieć, i właściwie pokierują rozwojem miłości. Chłopcy powinni sobie
uświadomić, że dziewczęta na ogół nie pragną współżycia seksualnego, szukają
natomiast ich odzewu uczuciowego, życzliwości, serca. Jeśli chłopak
prawdziwie kocha dziewczynę, potrafi na tyle panować nad sobą, aby nie
doprowadzać do stosunku, i nie przestanie jej kochać za to, że nie godzi się
zdecydowanie na przedmałżeńskie współżycie seksualne. Jeśliby zaś ją z tego
powodu porzucił, znaczyłoby to, że wcale jej nie kochał, lecz szukał tylko
jej ciała dla samozadowolenia. Prawdziwe uczucie do dziewczyny ułatwia
chłopcu opanowanie dążenia do stosunku i nigdy nie zezwoli, by wymagać od
niej „dowodów miłości” przez zupełne oddanie się mu. Tylko tam, gdzie miłość
jest słaba lub nieobecna, pożądanie natomiast—silne, pojawia się domaganie
się współżycia seksualnego.
-
Literatura na temat odmienności
popędu seksualnego mężczyzny i kobiety:
-
Miłość, małżeństwo, rodzina.
Praca zbiorowa, Kraków 1978, s.21-71.
-
E. Sujak, Życie jako zadanie.
Warszawa 1978, s.63-71.
-
Spojrzenia na współczesną
rodzinę w Polsce, Praca zbiorowa. Warszawa 1981, s.91-111.
4.
Dlaczego Kościół sprzeciwia się stosunkom przedmałżeńskim i wszelkim
małżeństwom „na próbę”? 1 Kor 6,19-20
Coś jest złem nie dlatego,
że zostało zakazane przez Kościół, ale odwrotnie — Kościół zakazuje tego, co
faktycznie jest złem. W sensie moralnym złem, czyli grzechem, jest świadoma
i dobrowolna decyzja, opowiedzenie się za czymś, co zaprzecza miłości. Jeśli
Kościół sprzeciwia się stosunkom przedmałżeńskim i pozamałżeńskim, to czyni
tak dlatego, że nie służą one rozwojowi autentycznej miłości. Kościół
odrzuca wszelkie stosunki i małżeństwa „na próbę” dlatego, że krzywdzą one
człowieka. Wskutek współżycia przedmałżeńskiego, nawet w celu „lepszego
poznania się”, szkodę ponosi kobieta, mężczyzna i ewentualnie dziecko.
Współżycie przedmałżeńskie
„na próbę” jest niemoralne dlatego, że zaprzecza miłości. Jej natura bowiem
wymaga trwałości, stałego zaangażowania się, odpowiedzialności za drugiego.
Czymś sprzecznym z miłością byłoby małżeństwo „czasowe”, „na próbę”, by
przekonać się „czy sobie odpowiadamy pod względem erotycznym”. Drugi
człowiek, będący największą wartością na ziemi, nie może być traktowany jak
przedmiot, rzecz, zabawka, jak towar kupowany w sklepie, który w każdej
chwili można „wymienić”, zastąpić innym, bardziej „odpowiednim”.
Zwolennicy małżeństwa „na
próbę” zapominają o tym, że człowiek jest istotą ciągle się formującą.
Wszelkie kontakty z innymi, porażki i zwycięstwa kształtują jego psychikę,
wpływają na postawy zajmowane wobec innych, utrwalają zaufanie lub nieufność
do bliźnich. Bóg chce, aby ludzie zakładający rodzinę współpracowali w
formowaniu wspólnoty, korzystając ze wszystkich łask i pomocy, jakie On sam
im ofiaruje, aby przezwyciężali różne kryzysy życia wspólnego. Nastawienie,
że jakiś związek jest tymczasowy, „na próbę”, nie dopingowałby nikogo do
dania z siebie wszystkiego, by wzajemne więzy się ciągle pogłębiały.
Rozpoczęcie współżycia
seksualnego przed ślubem powoduje różnorodne szkody, dlatego Kościół nie
godzi się na nie. Zło jest szczególnie duże, gdy „próbny związek” rozpada
się. Nieudane doświadczenie zapisuje się w psychice ludzkiej głównie w
postaci nieufności do innych. Prawdziwą tragedią dla kobiety może być to, że
po zgodzie na stosunek została porzucona przez mężczyznę. Poczucie doznanej
krzywdy, żalu, zawodu uczuciowego może się utrwalić na całe życie i ujawniać
w braku zaufania do każdego mężczyzny, w tym również do przyszłego męża, o
ile wyjdzie jeszcze za mąż. Wytworzona postawa nieufności nie będzie
sprzyjać wytwarzaniu więzów duchowych, tak potrzebnych w małżeństwie.
Rozpadający się „próbny związek” pozostawi zawsze ślady w psychice
partnerów. Takim śladem może być utrwalone, podświadome przekonanie, że
nikomu nie warto wierzyć, ufać, nikogo nie warto prawdziwie pokochać, bo to
zbyt bolesne i nieopłacalne. Rozpad związku „na próbę” może pogłębić także
poczucie małej wartości, przekonanie, że jest się niegodnym czyjejś miłości,
niezdolnym do niej. Jeśli dziewczyna, pod wpływem uczucia, „nawiąże po raz
pierwszy intymny stosunek, a po pewnym czasie zauważy z przestrachem, że coś
w nim nieuchronnie się psuje, to szczęście pierwszej fazy zostanie
zniszczone przez gorycz rozstania i ostateczna refleksja będzie wyraźnie
negatywna: «Jakże byłam naiwna tak ufając miłości”. Przy następnym przeżyciu
ta młoda osoba będzie już «mądrzejsza»,jej poglądy ulegną swoistej ewolucji,
aż wreszcie łatwo dojść może do całkiem już cynicznego kolekcjonowania
erotycznych przygód — trudno to jednak nazwać czymś pięknym i
wzbogacającym”.(3)
Z pewnością nie wzbogaci
ewentualnego, przyszłego małżeństwa wniesienie w nie takiej mentalności lub
też postawy nieufności i wrogości wobec innych, utrwalone przez nieudane
stosunki przedmałżeńskie i doznane zawody.
Szczególnie niekorzystny
wpływ na psychikę mogą mieć stosunki seksualne podjęte w zbyt młodym wieku.
Rozpoczęcie życia seksualnego z partnerami niezdolnymi do miłości uczuciowej
z powodu niepełnej dojrzałości może spowodować uraz psychiczny u dziewcząt.
Dojrzewający bowiem chłopiec o wiele wcześniej zdolny jest do życia
seksualnego niż do miłości uczuciowej, na którą czekała dziewczyna. Powodem
płytkości przeżywania stosunku może być również młody wiek dziewczyny.
Podobne współżycie może zaciążyć na całym przyszłym życiu mężczyzny i
kobiety. Współżycie to bowiem staje się źródłem „nieuniknionych konfliktów,
a nawet tragedii, zwłaszcza dla dziewczyny, która poświęcając się dla
chłopca i godząc się na współżycie, jeszcze niezdolna do pozytywnych przeżyć
seksualnych, oczekuje odzewu uczuciowego i szczęścia duchowego”. To poczucie
zawodu i żalu, utrwali się w psychice i będzie kształtować dalsze poglądy i
przyszłe postępowanie. Pierwsze przeżycia bowiem są najsilniejsze. Wskutek
„próbnych” stosunków oraz współżycia w zbyt młodym wieku „rodzą się cyniczni
podrywacze, zimne kokietki i różnego rodzaju łowcy orgazmów, którzy swój
prymitywny i wulgarny erotyzm wnoszą później w swoje małżeństwo”. Wszystkie
„próbne”, przygodne i nietrwałe związki seksualne wytwarzają przekonanie, że
prawdziwa miłość nie istnieje, że nie można z nikim nawiązać prawdziwej
więzi emocjonalnej, że nie warto nikogo prawdziwie pokochać.
Rozpoczęcie współżycia
seksualnego przed małżeństwem może wywrzeć niekorzystne skutki psychiczne
nawet w tym wypadku, gdy znajomość zakończy się ślubem. Samo podejście do
współżycia jako do „próbnego”, „w celu przekonania się, czy drugi mi
odpowiada”, wywołuje złe skutki psychiczne, gdyż uczy konsumpcyjnego,
egoistycznego podejścia do drugiej osoby, degraduje ją do roli przedmiotu,
przy pomocy którego można doznać satysfakcji seksualnej. Takie podejście
jest niemoralne, sprzeczne z miłością. Niebezpieczeństwo tkwi w tym, że taka
egoistyczna postawa może zostać wniesiona również w przyszłe małżeństwo.
Samo nastawienie, że można kogoś porzucić, o ile nie będzie mi odpowiadał
pod względem erotycznym, przeczy autentycznej miłości, będącej pragnieniem
uszczęśliwiania drugiego i służenia mu.
Innym niekorzystnym
skutkiem, spowodowanym przez przedmałżeńskie stosunki seksualne, może być
przyszła niechęć do życia seksualnego, niepokój i lęk przed ciążą.
Psychologia poucza, że pierwsze wrażenia są najtrwalsze i mocno się zapisują
w psychice. Stosunki przedmałżeńskie mogą na trwałe zapisać w psychice to,
co im towarzyszyło: lęk przed zajściem w ciążę, niepokój, poczucie
poniżenia, wykorzystania przez partnera, winy, wstydu. Te przykre wrażenia
związane z pierwszymi stosunkami seksualnymi mogą się odradzać w
późniejszych przeżyciach seksualnych, w których będzie się wracać do „złych”
wspomnień. „Nie ma sposobu wymazania z pamięci kobiety wrażenia pierwszego
stosunku seksualnego. Powstaje jakby impregnacja, uraz, który może pozostać
w psychice na całe życie i spowodować niewłaściwą urazową postawę wobec
przeżyć seksualnych w ogóle, a zdarza się tak, gdy ten moment jest przeżyty
w sposób negatywny, z poczuciem winy, poczuciem krzywdy, wstydu, żalu lub
choćby niepokoju”. Przykre przeżycia towarzyszące współżyciu seksualnemu nie
wpłyną korzystnie na tworzenie się jedności duchowej w małżeństwie, nawet
jeśli narzeczeni pobiorą się.
Przedmałżeńskie stosunki
seksualne mogą doprowadzić do jeszcze jednego obciążenia psychicznego,
którym będzie negatywne nastawienie do ciąży. Ma to swoje uzasadnienie
psychologiczne we wspomnianym już wyżej prawie pierwszych skojarzeń, które
zapisują się na trwałe w psychice. Z pierwszymi zaś przedmałżeńskimi
stosunkami seksualnymi zazwyczaj łączy się lęk przed poczęciem dziecka. Ta
obawa przed ciążą i dzieckiem może się utrwalić tak u mężczyzny, jak i u
kobiety, pojawiając się przy każdym przyszłym, nawet małżeńskim współżyciu.
Tragedia pogłębia się, gdy dziecko faktycznie zostanie poczęte i przyjęte
jako „ciężar” lub też zabite przez przerwanie ciąży. Ten ostatni czyn mocno
obciąża psychikę kobiety, która zamiast matką, czuje się dzieciobójczynią.
Nie można przyjąć ani
współżycia przedmałżeńskiego, ani małżeństw „na próbę” także ze względu na
dobro dzieci, które mogą się narodzić. Żadne dziecko nie może być rezultatem
„próbowania się” partnerów seksualnych. Dziecko jest wartością, która ma być
świadomie przyjęta, ma być kochane i nigdy nie może być traktowane jako „zło
konieczne”.
Dla wierzącego człowieka
istnieje jeszcze jeden argument, natury teologicznej, przemawiający za
współżyciem seksualnym wyłącznie w małżeństwie. Otóż zjednoczenie fizyczne
wymaga nie tylko zjednoczenia serc przez ludzką miłość, ale również
-wyjątkowej więzi nadprzyrodzonej, wytwarzanej przez sakrament małżeństwa.
Więzią tą jest udział małżonków w nadprzyrodzonej jedności, istniejącej
między Jezusem i Jego Kościołem. Mężczyzna i kobieta mogą współżyć ze sobą
seksualnie, gdy ich ludzka miłość zostanie umocniona miłością Chrystusa, co
dokonuje się w sakramencie małżeństwa.
Tak więc Kościół, choć
akceptuje wartość ciała i cielesnych form wyrażania wzajemnej miłości,
przeciwstawia się stosunkom pozamałżeńskim nie dlatego, by przeszkadzać
człowiekowi w osiągnięciu szczęścia, ale dlatego, że stosunki te, wbrew
rozpowszechnionemu mniemaniu, nie tylko trwałego szczęścia nie zapewniają,
ale każą płacić różnymi bolesnymi komplikacjami, mogącymi się ujawnić
dopiero po wielu latach. Nieraz trudno się dopatrzeć zła w stosunkach
przedmałżeńskich dlatego, że ich bolesne następstwa pojawiają się dopiero po
jakimś czasie, jak gdyby bez powodu, „nie wiadomo skąd”. Za stosunki
seksualne przedmałżeńskie zbyt wiele się płaci, gdyż pozostawiają one trwałe
ślady w psychice. Szczególnie płaci za nie kobieta, a nierzadko także i
dziecko. Odbijają się one w jakiś sposób na przyszłym życiu rodzinnym, na
głębi więzów i na trwałości małżeństwa.
-
Literatura na temat szkodliwości
stosunków pozamałżeńskich:
-
K. Wiśniewska-Roszkowska,
Problemy etyki seksualnej, w. Spojrzenia na współczesną rodzinę w
Polsce, Praca zbiorowa. Warszawa 1981, s.91—112.
-
W. Półtawska, Prawidłowy start,
w: Miłość, małżeństwo, rodzina, Praca zbiorowa, Kraków 1978, s.21-71.
-
E. Sujak, Życie jako zadanie.
Warszawa 1978, s.63-71.
5. Co
sądzić o tworzeniu się „par” wśród młodzieży?
Człowiek rozwija się przez
kontakt z drugą osobą, tak z mężczyzną, jak i z kobietą. Każde spotkanie
może być ubogacające, przyczyniać się do wszechstronnego rozwoju człowieka.
Istnieją jednak takie formy spotkań, które zamykają na innych ludzi lub też
wszystko zawężają tylko do spraw seksualnych. I jedne, i drugie mogą zubożyć
osobowość człowieka. Zwłaszcza młodej, rozwijającej się osobie - tak
chłopcu, jak i dziewczynie - potrzebny jest szeroki kontakt z wieloma
rówieśnikami, potrzebne są kontakty z kolegami i koleżankami, przyjaźnie.
Rozmowy, spotkania z różnymi ludźmi mogą ubogacać duchowo. Jeśli natomiast
dorastający chłopak zawęża swoje kontakty z innymi do dziewczyny, z którą
„chodzi” na sposób narzeczeński, lub dziewczyna spotyka się tylko „ze swoim”
chłopakiem, dokonuje się ich wewnętrzne zubożenie. Traktując swoje spotkania
na sposób narzeczeński, izolują się od ludzi, chcą być sami. Nawet gdy nie
dochodzi między nimi do współżycia seksualnego, samo to odizolowanie zubaża
ich. „Nie widzieć świata” poza jedną osobą staje się zagrożeniem dla pełnego
rozwoju dorastającego człowieka, który powinien się ubogacać przez kontakt z
wieloma kolegami i koleżankami. Jeżeli młodzież rozpoczyna wczesne
współżycie seksualne, zubożenie duchowe może być jeszcze większe. W takim
bowiem wypadku kontakt między chłopakiem a dziewczyną nie tylko izoluje ich
od innych ludzi, od których sami się oddalają, ale ponadto wszystko w ich
życiu sprowadza się do spraw erotycznych, spychających na dalszy plan inne
formy ubogacania się duchowego, jakie stwarza każde spotkanie z drugą osobą.
Rozpoczęcie przez młodzież współżycia seksualnego naraża je ponadto na
omówione już uprzednio ujemne konsekwencje stosunków przedmałżeńskich, takie
jak: zwątpienie w prawdziwą miłość, utrata zaufania do drugiego człowieka,
przeżywanie stanów lękowych przy późniejszych stosunkach, patologiczny lęk
przed zajściem w ciążę nawet w małżeństwie, zabicie poczętego dziecka.
6. Na
czym polega konflikt i w jaki sposób można go rozwiązać? Łk 2,41-50
Konflikt to zderzenie się
różnych pragnień, dążeń, potrzeb życiowych, ocen, działań itp., np. jeden
chce pójść do teatru, a drugi — do kina. Ponieważ ludzie są bardzo
zróżnicowani, dlatego konflikty są nieuniknione. Właściwe rozwiązanie
sytuacji konfliktowej może bardzo ubogacić osobowość człowieka i pogłębić
jego miłość do drugiej osoby. Konflikt nierozwiązany rodzi niechęć do
drugiego, ciche żale, pretensje, wzmaga agresywne zachowanie, rodzi
napięcia. Oto kilka zasad pomocnych w rozwiązywaniu sytuacji konfliktowych.
Przede wszystkim trzeba
dużo rozmawiać z osobą, z którą popadło się w konflikt. Nie odkładać spraw
drażliwych „na potem”, gdyż będą się nawarstwiać, rodzić wzajemną niechęć i
doprowadzą do wybuchów gniewu i kłótni. W trakcie rozmowy trzeba przede
wszystkim starać się zrozumieć, o co chodzi drugiej osobie, trzeba wczuć się
w jej sytuację, np. dlaczego chce iść do kina, a nie do teatru, dlaczego
chce odwiedzić koleżankę, zamiast słuchać ze mną płyt, dlaczego nie chce
przyjść na umówione spotkanie, którego ja bardzo pragnę itp. Ta próba
zrozumienia drugiego, wczuwania się w jego sytuację, zobaczenie świata „jego
oczyma” jest podstawą rozwiązania sytuacji konfliktowej. Najczęściej jednak
w wypadku konfliktu gorączkowo przedstawiamy argumenty uzasadniające nasze
stanowisko, nasze potrzeby i pragnienia, usiłując skłonić drugiego do
ustępstwa, do przyznania nam racji.
Przy rozwiązywaniu sytuacji
konfliktowej ważna jest troska o drugą osobę, gdyż taka postawa wypływa z
miłości i ją umacnia. Zamiast gorączkowo przekonywać drugiego o swojej
racji, zamiast zmuszać go do ustąpienia ze swego stanowiska, należy się
zastanowić, co będzie dla niego korzystniejsze: przeforsowanie jego, czy też
mojego stanowiska, np. co będzie dla niego korzystniejsze, czy pójście na
dyskotekę — o co się ubiega — czy też spacer po parku, na czym mnie zależy.
W sytuacji konfliktowej nie mogę poprzestać na rozważaniu własnego tylko
interesu i własnych praw, np. że mam prawo wypocząć i głośno puszczać
magnetofon, inni bowiem też mają prawo do ciszy i wypoczynku, np.
przemęczona i nerwowa sąsiadka, uskarżająca się na hałas. Zrezygnowanie ze
swoich słusznych praw dla dobra innych wyraża miłość, dlatego nie jest
stratą ani zubożeniem rezygnacja z oglądania wartościowej sztuki w telewizji
dlatego, że to przeszkadzałoby w zaśnięciu chorej siostrze.
Jeśli z bardzo ważnych
powodów nie mogę ustąpić z mojego stanowiska w sytuacji konfliktowej, bo np.
takie ustępstwo zaprzeczałoby wierze, moralności, byłoby sprzeczne z moim
sumieniem, powodowałoby poważną szkodę, itp., wskazane jest jak najlepiej
uzasadnić swoje stanowisko, swoją nieustępliwość, np. wyjaśnić, dlaczego nie
pojadę na wycieczkę w niedzielę tam, gdzie nie ma możliwości uczestniczenia
we Mszy św.; uzasadnić dziecku, dlaczego zabrania się mu korzystania z
rozrywki w jakimś momencie itp.
-
Literatura na temat
rozwiązywania sytuacji konfliktowych:
-
E. Sujak, Życie jako zadanie.
Warszawa 1978, s. 127—139.
-
E. Sujak, Konflikty i kryzysy w
życiu rodzinnym. Sposoby ich rozwiązywania, w: Miłość, małżeństwo,
rodzina, Praca zbiorowa, Kraków 1978, s.463—491. J. Strojnowski,
Rozwiązywanie konfliktów w rodzinie w relacji rodzice - dzieci, w:
Spojrzenia na współczesną rodzinę w Polsce, Praca zbiorowa. Warszawa
1981, s.204-210.
-
(1) W.
Półtawska, Prawidłowy start, w: Miłość, małżeństwo, rodzina, Praca
zbiorowa, Kraków 1978, s.70.
-
(2) W.
Półtawska, Prawidłowy start, w: Miłość, małżeństwo, rodzina, Praca
zbiorowa, Kraków 1978, s.67-68. (3) K.
Wiśniewska-Roszkowska, Problemy etyki seksualnej, w. Spojrzenia na
współczesną rodzinę w Polsce, Praca zbiorowa. Warszawa 1981, s.104.