Scjentologia w zasięgu ręki, czyli kto może zostać scjentologiem
Sekta scjentologów znana jest na całym świecie za sprawą medialnej propagandy, także ze świata showbiznesu w osobach Toma Cruise'a czy Johna Travolty, którzy są jej członkami. Na świecie ma ona jednak złą sławę. Nie dziwi więc, że polskie Biuro Bezpieczeństwa Narodowego już pięć lat temu, podobnie jak wcześniej Parlament Europejski, w swym raporcie o sektach uznało Kościół Scjentologiczny (Church of Scientology) za jeden z najbardziej niebezpiecznych. Sekcie tej odmówiono rejestracji działalności w naszym kraju. Mimo to scjentolodzy od kilku lat intensywnie interesują się Polską, podobnie jak innymi państwami byłego bloku wschodniego. Rys. T. Piotrowski
Organizacja ta od lat budzi kontrowersje - zwłaszcza ogromne pieniądze, jakich żąda od swych członków za kursy i konsultacje. Scjentologom zarzuca się szerzenie pseudonauki, pranie mózgów i stosowanie psychicznego i fizycznego przymusu, a kierującym sektą, że dążą jedynie do powiększania swojego bogactwa. Zapomina się jednak często o równie niebezpiecznym światopoglądzie czy ideologii propagowanych przez scjentologów - motywujących przecież te niebezpieczne działania - których ślady czy niepokojące podobieństwa możemy odnaleźć w teoriach czy programach edukacyjnych zatwierdzonych przez ministerstwo edukacji.
Mroczna i okultystyczna geneza Scjentolodzy - to niebezpieczna sekta polityczna, wykupująca w Niemczech nieruchomości w ogromnych ilościach, mająca aspiracje ogólnoświatowe. Według scjentologów, rządy, także te posiadające legitymizację demokratyczną, są "politycznymi marionetkami" prawdziwych władców, którzy poprzez szantaż i przekupstwo uzyskali daleko sięgającą kontrolę w polityce i mają wpływ na ustawodawstwo. Scjentologia próbuje porównać system demokratyczny - w zakresie określonej teorii spiskowej - z systemami totalitarnymi i zdemaskować jako wewnętrznie skorumpowany. Z racji takich poglądów i ich konsekwencji scjentologia jest zakazana w wielu krajach, choć nie w USA. Główna siedziba tej liczącej dziś kilka milionów członków organizacji znajduje się w Los Angeles w Stanach Zjednoczonych. Aby zniwelować zakaz w innych krajach, powołuje się ona na prawa człowieka, m.in. na prawo do wolności religijnej. Czy mamy tu do czynienia z religią? W pewnym sensie tak, ale w silnie zwulgaryzowanej magicznej formie. Magia to jednak nie to samo, co religia, choć wielu postoświeceniowych religioznawców - także w Polsce - ma duże trudności z ich rozróżnieniem. Ekspansywna i agresywna praktyka scjentologów jest przygotowywana przez teorię. Zasadniczo zaś owoce, które przynosi jakieś działanie, można tłumaczyć przez jego genezę, która odsłania się w określonym sposobie myślenia, pierwotnej postawie wobec Boga, człowieka i świata, czyli w źródłowej ideologii. Scjentologia, zaliczana przez religioznawców do nowych ruchów religijnych, bardziej przypomina magię niż religię i dlatego powinna być traktowana jako nowy ruch magiczny (M. Introvigne) czy też "magia XX w." (F.W. Haack). Mimo że Kościół Scjentologiczny wyrósł z systemu "psychoterapeutycznego" opracowanego przez Lafayeta Rona Hubbarda (1911-1986), pisarza westernów, kryminałów i powieści science fiction, wiadomo, że Hubbard uczestniczył w ruchu magicznym Ordo Templi Orientis, którego głównym rytuałem była tzw. msza gnostycka, napisana specjalnie przez okultystę i satanistę A. Crowleya. Jack Parsons, założyciel Ordo Templi Orientis, która promowała seksualną magię, w liście do Crowleya wysoko oceniał znajomość rytów magicznych przez Hubbarda, dobrze znającego tradycję okultystyczną i magię. Myślenie magiczne, które polega na "manipulacji sacrum" (M. Introvigne), przyciąga elementy z różnych religii, gdzie one - w tym szczególnie chrześcijaństwo i Biblia - są okultystycznie zmanipulowane i przedefiniowane. W 1953 r. Hubbard, tworząc Kościół Scjentologiczny, wyróżnił szczególnie koncepcje religii orientalnych (które wyżej stawia od chrześcijaństwa), przetworzone przez niego w duchu magii. W ten sposób pomieszał okultyzm, ezoteryzm, szamanizm i pewnego rodzaju satanizm z dużą dawką science fiction (która to tradycja ideologii satanistycznej też nie jest obca). Inne źródła to nauki medyczne plemienia Goldi z Mandżurii, rzekoma wiedza szamanów z północnego Borneo, wiedza plemienia Siuksów czy sekt z Los Angeles. Rozpowszechnianie ideologii scjentologicznej na świecie ułatwia więc synkretyzm religijny (mylony często z ekumenizmem), typowy taktyczny zabieg wielu sekt, ale też istotny dogmat towarzystw psychotronicznych (które w majestacie prawa - pozwolenia ministerstwa edukacji - mogą nauczać podobnych błędów). Podobny synkretyzm głosi Sai Baba, który jest czczony przez wielu "katolickich" radiestetów czy bioenergoterapeutów. W doktrynie scjentologów są odwołania do buddyzmu, hinduizmu, taoizmu, szamanizmu, ale też do chrześcijaństwa. W logo Kościoła Scjentologicznego umieszczony jest symbol krzyża, co także służy dezorientacji i pomieszaniu pojęć. Faktycznie ma on jednak całkowicie profaniczne znaczenie, obce, a nawet przeciwstawne tradycji chrześcijańskiej.
Deformacja chrześcijaństwa Hubbard odrzucił chrześcijańskie nauczanie o Bogu, stwierdzając, że Boga chrześcijaństwa można lepiej znaleźć w hinduizmie. Jego zdaniem, chrześcijański Bóg jest w rzeczywistości o wiele lepiej scharakteryzowany w hymnach wedyjskich niż w jakichkolwiek późniejszych publikacjach, włączając w to Stary Testament. Kościół Scjentologiczny nie uważa Jezusa Chrystusa za Boga i Zbawiciela świata. Jest On raczej wielkim nauczycielem, który poszukiwał takiej mądrości, jaka zawarta jest w sposób bardziej doskonały w nauczaniu scjentologii. Jest to teza propagowana także przez New Age. Sam Hubbard twierdzi, że Chrystus był nie tyle Mesjaszem, ile nosicielem informacji (ang. messenger). A źródłem Jego nauki mógł być Bóg, o którym mowa w Wedach. Twierdzi się tu, że Jezus mógł wierzyć w reinkarnację. Hubbard patrzy na Jezusa z wyższością, jako nie do końca oświeconego według jego kategorii. Scjentolodzy głoszą, że człowiek jest zasadniczo dobry. W swej autobiografii Hubbard napisał: "Nikt nie może zamiast człowieka umrzeć za jego grzechy", zaś mówienie o grzechu i pokucie uznał za "podłość godną wszelkiej krytyki" (R. Hubbard, Auditor's Bulletin). Jest to odrzucenie zbawienia przez Krzyż i ducha ekspiacji, przypomnianych w objawieniach fatimskich. Zbawienie scjentolodzy upatrują w reinkarnacji. Człowiek przechodzi różne stadia rozwoju - od zwierząt poprzez bycie człowiekiem aż do stania się bogiem. Zbawić się, to uwolnić się od cyklu narodzin i śmierci. Hubbard przekracza ramy monoteizmu (czasem wybierając politeizm) i sytuuje się w tradycji gnostyckiej, odrzucając autorytet Biblii, bo twierdzi, że czerpie ona swoją genezę z innych religii. Według niego, znajdujemy tam egipską Księgę zmarłych, jak też nauki Buddy. Nie odrzuca więc wprost chrześcijaństwa, ale przedefiniowuje poprzez "pełnię prawdy", jaką głosi scjentologia. Traktowanie jednak Chrystusa jako Boga Hubbard będzie uznawał za rodzaj choroby umysłowej. Skąd my to znamy?
Gnostycka antropologia Istotna jest tu gnostycka czy okultystyczna antropologia: człowiek ma nieśmiertelny pierwiastek zwany tethanem, który wraca na ziemię w różnych powłokach cielesnych. To właśnie tethany stworzyły wszechświat i ludzkość. Mają niewyobrażalną moc, którą zakłócają engramy, czyli zakodowane przeżycia psychiczne powodujące choroby psychosomatyczne (jest to echo uproszczonego freudyzmu). Pewne engramy powstały przed miliardami lat podczas wojen galaktycznych, inne są implantami wszczepionymi przez żądne władzy złe tethany. Wszystkie religie zresztą, podobnie jak kultura, sztuka, nauka i technika, to wytwory implantów, które są również przyczyną chorób nękających ludzkość. Według Hubbarda, nie ma ani nieba, ani piekła, a chrześcijaństwo - zwłaszcza traktowane poważnie i dosłownie, gdzie Jezus jest Bogiem - jest dziełem implantów. Pozbycie się engramów to odwołanie się właśnie do założenia, że prawdziwa osobowość składa się ze "skupiska tethanów". Engramy doczepiają się do tethana jak "wodorosty do statku", więc trzeba je usuwać. Jedynym ratunkiem jest "auditing", technika łącząca psychoterapię ze swoistą "spowiedzią". Jest to początek drogi gnostyckiego samozbawienia. Auditing przeprowadza się w ten sposób, że poddająca się osoba otrzymuje dwie bańki z przewodami podłączonymi do galwanometru zwanego E-meter. Mamy tu do czynienia z "błędem antropologicznym": materializacją duchowości, która musi wydać złe owoce... "Audytowany" staje się stopniowo "clear" - czysty. Słowo "clear" jest mylące i ma - w sumie pozorne - odniesienia do buddyjskiego oświecenia. Tym bardziej że Hubbard tak "oczyszczonego" człowieka porównuje z maszyną! Człowiek ma ewoluować do stanu boskiego, stając się homo novis. Ludzkość jest zasadniczo dobra, nie ma więc potrzeby oczyszczenia moralnego. Jest to więc bardziej lucyferyzm niż buddyzm, tethan jako przewodnik może być złym duchem. Na ten ciemny charakter scjentologii wskazuje amoralizm podniesiony do rangi cnoty i aspiracje do boskości pozbawione etyki. Po oczyszczeniu się z engramów, czyli "aberracji umysłowych", nie uczestniczy się już w kolejnych cyklach narodzin - reinkarnacji, i można zacząć zdobywać osiem poziomów wyższego wtajemniczenia. Są one nazywane poziomami "OT" (Operacje Tethan). Najwyższy to zdolność całkowitej kontroli nad swoim życiem, materią, energią, przestrzenią i czasem. Według Hubbarda, ani Jezus, ani nawet Budda "nie byli OT", a on sam stawiał się wyżej od Jezusa (tak jak Sai Baba), co jest bałwochwalstwem i bluźnierstwem. W propagandówkach sekty twierdzi się, że wielu osobom takie rozliczenie się z przeszłością w stanie podobnym do hipnozy, wywołanym za pomocą środków przeciwbólowych, przynosiło dużą ulgę i pozwalało uwolnić się od problemów psychicznych. Tymczasem według świadectwa J.M. Abgralla, wybitnego psychiatry i znawcy sekt, badającego byłych scjentologów, opowiadali oni, że często pod koniec seansów "auditingu" (któremu się przypisywało prawie magiczne cechy) mieli "złe samopoczucie, odczuwali mdłości, zawroty głowy i niepokój. Były to zaburzenia występujące podczas wybudzania z hipnozy, kiedy to w fazie posthipnotycznej, po iluzorycznych lub onirycznych przeżyciach, dochodzi do ponownej konfrontacji z rzeczywistością. Wyjście z hipnozy powinno być powolnym, stopniowym procesem, tymczasem w dianetyce jest brutalne i nagłe. Pociąga to za sobą wiele negatywnych następstw, fizycznych i psychicznych" (J.M. Abgrall, Sekty. Manipulacja psychologiczna, Gdańsk 2005, s. 194).
Szerzenie niebezpiecznej pseudonauki Na początku była książka nosząca tytuł: "Dianetyka, czyli współczesna nauka o zdrowiu umysłowym" (Dianetics: The Modern Science of Mental Health) napisana przez Rona L. Hubbarda, która po raz pierwszy ukazała się w 1950 roku, dość szybko zdobywając sobie miano bestsellera. Pozycja ta zakreśla podstawy filozofii i techniki "terapii dianetycznej" (dianetic therapy). Jako pisarz fantastyczno-naukowy Hubbard nigdy nie miał problemów z tworzeniem nowomowy. Publikacje Kościoła Scjentologicznego zawierają słowniczek słów oraz definicje tych pojęć. Dianetyka, w której autor odwołuje się także do szamanizmu czy kultury aborygeńskiej, została jednak krytycznie przyjęta przez środowiska psychologów i psychiatrów amerykańskich. Według E. Fromma, dianetyka nie posiada żadnego respektu, ani żadnego zrozumienia złożoności ludzkiej osobowości. Od tego czasu Hubbard pozostawał z tymi środowiskami w ostrym konflikcie, pogłębionym jeszcze przez późniejszą działalność ruchu, gdyż z czasem początkowo świecki system przekształcił się w ruch parareligijny i przyjął nazwę Kościoła Scjentologicznego. Chodzi tu jednak o poważną walkę. Zdaniem scjentologów, pod oczywistością zdarzeń codzienności ukrywa się niedostrzegana przez zmanipulowane społeczeństwo rzeczywistość, wyrażająca się w tym, że mała, potężna grupa decyduje o losach świata: "My w dianetyce i scjentologii mieliśmy do czynienia z totalitarnym spiskiem, który wykorzystywał 'duchowe zdrowie' do tego, aby kontrolować społeczeństwa. (...) Rozpoczęła się wojna, przy czym przeciwnik kontrolował wszystkie media prasowe i rządy. (...) Przeciwnik stosował wszystkie możliwe techniki propagandy i techniki tajnych służb, aby nas powstrzymać" (L. Ron Hubbard, Richtlinienbrief "Das Image der Org" w: "Die Menagement-Serien Band 3", Kopenhagen 2001, s. 23). Jedynie organizacja scjentologów ma posiadać tajemną wiedzę oraz zdolność przełamania politycznej manipulacji i wyzwolenia świata. Mimo że system wierzeń scjentologii stanowi rodzaj nieweryfikowalnej gnozy (M. Introvigne), scjentolodzy to, co oferują swoim klientom, nazywają psychologią (co jest dosyć wyjątkowe pośród sekt), walcząc jednocześnie zajadle z oficjalną psychologią czy psychiatrią. Podobnie jak w najwcześniejszej fazie działalności ruchu nadal podstawową rolę (przynajmniej na wstępnym etapie rekrutacji nowych członków) odgrywają koncepcje i metody przypominające psychologię. Ludzi przychodzących do misji scjentologicznych przyciąga rzekoma naukowość metod przez nich stosowanych. Na początek oferuje się bezpłatny test, który ma zdiagnozować stan psychoduchowy, zawsze oceniony jako negatywny (by następnie proponować kolejne stadia terapii). Test zwany jest "Oxford Capacity Test" (niemający jednak nic wspólnego z uniwersytetem w Oksfordzie) i służy do oceny stanu "psychicznego" człowieka, by następnie zaoferować diagnozowanej osobie usługi w postaci kursów terapeutyczno-rozwojowych, co może się skończyć wstąpieniem do sekty. Według badacza testów R. Kuhna, głównym celem tego testu jest werbowanie do proponowanej przez sektę terapii. Sam doświadczyłem w Rzymie tego rodzaju agitacji. Pseudonaukowy charakter testu potwierdza też wybitny niemiecki psycholog religii, jezuita B. Grom, który badał testy scjentologów z naukowego punktu widzenia.
Od uzdrowień do nieskończonych możliwości Dianetyka miała pomagać ludziom pokonać kompleksy, nałogi, natręctwa, blokadę psychiczną oraz leczyć wszystkie choroby o podłożu psychosomatycznym. Hubbard sam twierdził, że w wyniku okaleczenia i ślepoty tylko trening umysłu pomógł mu pokonać kalectwo. Zaraz też założył fundację i zaczął zarabiać pieniądze. Nie chcąc dopuścić do tego, by moda na dianetykę minęła, Hubbard postanowił dać swemu odkryciu "naukową" podbudowę i stworzył nową gałąź wiedzy, którą nazwał scjentologią, która stała się nie tylko terapią, ale swoistą drogą zbawienia. W tym kontekście formułowane są niezwykłe twierdzenia na temat mocy tethanu. Może zmieniać kształt ciała, zwiększając lub zmniejszając jego wagę i wysokość oraz zmieniając jego wygląd, może stworzyć ciało lub jego kopię. Może wytworzyć dostateczną ilość elektryczności, aby dotkliwie kogoś porazić lub nawet spowodować śmierć. Może także przemieszczać przedmioty materialne i przenosić się z olbrzymią szybkością. Hubbard oświadcza, że tethan nie może umrzeć i stale jest reinkarnowany albo na ziemi, albo na innej planecie. Mimo że każda jednostka doświadcza wielu inkarnacji w różnych ciałach, sam byt tethaniczny jest dla nich wszystkich wspólny. Założyciel scjentologii spodziewał się, że jego zwolennicy dosłownie przyjmują te koncepcje, i nie pomylił się. Nadzwyczajne możliwości T. Cruise'a (prezentowane w filmie "Mission Impossible", reklamówce scjentologii), zdolności paranormalne u J. Travolty (np. w filmie "Fenomen") to wpływ ideologii tethanu, która przypomina zjawisko opętania. Nie stawia się tu żadnych granic, obiecuje sukces i zdolności paranormalne. Najważniejszy jest sukces. Pisze o tym były scjentolog, N. Potthoff: "W scjentologii po odniesieniu każdego 'sukcesu', nawet tego najmniejszego, pisze się odpowiednie sprawozdanie. Takie sprawozdania o sukcesach są skrupulatnie odnotowywane, to znaczy, że dany współpracownik musi dbać o to, by jego 'statystyka' ciągle rosła" (N. Potthoff, W labiryncie scjentologii, Katowice 2001, s. 97). Wiele sekt głoszących "boskość człowieka" zaczęło od uzdrawiania, jak np. Christian Science, sekta Niebo B. Kacmajora, który uważał się za boga, podobne myślenie spotykamy w Metodzie Silvy i NLP. Także w kinezjologii edukacyjnej niektórzy pedagodzy stają się uzdrawiaczami (jako instruktorzy "Dotyku dla zdrowia"), a uzdrawiacze - pedagogami, sugerując czasem klientom nieskończone możliwości człowieka. Chrześcijańska Nauka (Christian Science), powstała w USA w drugiej połowie XIX wieku, głosząca boskość człowieka, myśli podobnie. Jej założycielka M.B. Eddy w 1862 r. została w "cudowny" sposób uzdrowiona przez P.P. Quimby'ego, przedstawiciela nowego nurtu duchowości, zwanego New Thought. Wszystkie te teorie ukazują nieskończone możliwości ludzkiego mózgu czy umysłu, który Hubbard gloryfikował, a właściwie ubóstwiał. Antropologia scjentologii przypomina mi ideologię "dzieci Indygo", będących rzekomo na wyższym stopniu ewolucji (mających jakoby zdolności paranormalne), która skrycie wkracza do pedagogiki, np. kinezjologii edukacyjnej. Dzieci z ADHD diagnozowane są czasem przez niektórych instruktorów kinezjologii edukacyjnej (metody Dennisona) jako "dzieci Indygo". Ich niedostosowanie i "niezdolność do uczestniczenia w tradycyjnych rytach religijnych" ma oznaczać niemożność "ograniczenia się" dla "wybrańca niebios". Jeśli to nie jest "lucyferyzm" New Age, to przynamniej jest to nadużycie kompetencji i niebezpieczne przekroczenie granic.
Brak granic i różnic, czyli manipulacja językiem Wprowadzająca w błąd jest także sama nazwa sekty. W dobie wzrastającego zainteresowania nauką i jej osiągnięciami scjentologia może fałszywie kojarzyć się właśnie ze światem wielkiej nauki. Ludzie decydują się na kursy proponowane przez scjentologów, gdyż dają one złudzenie terapii opartej na zdobyczach nauki, która daje szanse rozwiązania ich problemów. Na początku zwykle nie traktują swego uczestnictwa w kursach jako przyjęcia nowej religii. Między "psychologiczną" terapią a okultystyczną inicjacją są dziś płynne przejścia, jak to widać na przykładzie Berta Hellingera, reklamowanego na stronach Ministerstwa Zdrowia czy Polskiego Stowarzyszenia Kinezjologów. Widać to dobrze na przykładzie Hubbarda, gdzie zwulgaryzowana magia przybiera formy technokratyczne, by umożliwić "terapię", która w istocie jest formą manipulacji. To pozwala scjentologom powoływać się raz na naukę, raz na religię - w zależności od potrzeby. To pozwala na wielowymiarową manipulację, na przyjmowanie wielu masek, na przenikanie w różne środowiska. Ułatwia to fakt, że teoria Hubbarda jest hermetycznie zamknięta. Mimo że organizacja scjentologów stale twierdzi, że jego teoria jest naukowa, to nie rozwija się ona na bazie racjonalnej, otwartej na dyskurs i polemikę. Sprzeczności w doktrynie scjentologicznej są ignorowane. Uprawia się tu manipulację semantyczną. "Ważnym instrumentem indoktrynacji jest własny język fachowy wraz z licznymi sztucznymi słówkami i skrótami, których bez specjalnego słownika nie da się odszyfrować" (prof. dr med. Hans Kind "Ausgewählte Zitate und Auszüge aus dem Schrifttum von L. Ron Hubbard mit bibliographischen Belegen nach Themen geordnet und kommentiert" Zurich 1994, s. 11 i 21). Hubbard często stawia niedowiedzione tezy. Jego ideologia sprawia częściowo wrażenie wiedzy wyczytanej z różnych książek, którą zestawiono w nową naukę. Tak też jego metoda dianetyki zawiera w sposób widoczny elementy i zapożyczenia z psychologii. Jednocześnie Hubbard gwałtownie potępia psychologię i powołuje się na rzekomo niewzruszone prawdy własnych dogmatów. Wskutek tego system uchyla się od dyskusji, a krytyka oznacza zachowanie heretyckie i warte wymierzenia sankcji. Konsekwencją tego jest m.in. stosunkowo duża agresywność organizacji wobec odszczepieńców i przeciwników, ponieważ przeforsowanie nauki scjentologicznej jest poniekąd sprawą życia i śmierci. Ideologia Hubbarda zawiera istotne elementy teorii spiskowej, podobnie jak ideologia "Kodu Leonarda da Vinci" autorstwa Dana Browna. Scjentologia stylizuje psychiatrię na wroga ludzkości. Według Hubbarda, ludzkość znajduje się w dramatycznym upadku politycznym i społecznym. Uzależnione od narkotyków i rzekomo manipulowane przez mass media społeczeństwa Zachodu znajdują się w stanie paraliżu: psychiatria będąca kontynuatorką czasów nazistowskich wprowadziła kontrolę społeczeństwa przy pomocy technik "mind control" oraz metod podobnych do gestapowskich. Kliniki psychiatryczne to rzekomo tolerowane przez państwo obozy koncentracyjne, które Hubbard porównuje do Auschwitz.
Kto może zostać scjentologiem? Zbierzmy dane. Co może przyciągnąć ludzi do scjentologii, co jest jej przedpolem? Kto może potencjalnie zostać scjentologiem? Jest to każdy, kto otwiera się na następujące tezy, propagowane przez ideologię scjentologiczną: 1. Synkretyzm religijny Tezy dotyczące synkretyzmu, zrównującego wszystkie religie i magie, spotyka się na kursach psychotronicznych, kursach radiestezji, reiki czy w teoriach bioenergoterapii - i zasadniczo w New Age. 2. Terapie, które obiecują nieskończone możliwości lub zbawienie Metoda Silvy i inne ideologie nadużywające badań nad półkulami mózgowymi, terapie traktowane jako duchowość (brak metodologicznych granic), jak np. terapia B. Hellingera, która proponuje swoistą duchowość i przedefiniowuje chrześcijaństwo (zob. więcej o tym: A. Posacki, Zdrada Berta Hellingera, "Nasz Dziennik", 21 kwietnia 2006). 3. Terapie i koncepcje edukacyjne zideologizowane "światopoglądem orientalnym" Scjentologia gloryfikuje "światopogląd orientalny". Nieweryfikowalne ciągle jeszcze chińska "ideologia meridianów", a także hinduska "ideologia czakramów" leżą u podstaw akupunktury, akupresury, ale też kinezjologii edukacyjnej czy terapii "Dotyk dla zdrowia". 4. Teorie odrzucające Chrystusa jako jedynego Boga i Zbawiciela, choć niekoniecznie samego Jezusa Czciciele Sai Baby, sekta Moona, wyznawcy Kryszny, zwolennicy New Age, ale mogą być też Świadkowie Jehowy oraz niektórzy miłośnicy... "Kodu Leonarda da Vinci"... 5. Ideologie oparte na teorii reinkarnacji Wszystkie sekty orientalne, New Age, antropozofia, teozofia, większość form spirytyzmu, wielu bioenergoterapeutów i różdżkarzy. Zresztą ok. 25 proc. ludzi w Polsce deklaruje wiarę w reinkarnację. 6. Teorie oparte na antropologii "boskiego człowieka" Bioenergoterapeuci nadużywający tez o "energetycznym człowieku", ale też mormoni, antropozofowie (szkoły waldorfskie), masoneria i New Age. Także wszelkie kursy psychotoniczne proponujące bezgraniczny rozwój zdolności paranormalnych czy zwolennicy ideologii "Indygo". 7. Teorie redukcyjne człowieka odbierające mu wolność i tajemnicę W scjentologii widzimy płytkość antropologiczną (człowiek sprowadzony do mózgu czy umysłu jako zaprogramowana maszyna, materializacja duchowości), podobnie jak w Metodzie Silvy, NLP czy nawet kinezjologii edukacyjnej, która także przejawia tendencje do definicji całościowych, nawet jeśli czyni to w ukryciu w kontekście scjentystycznej nowomowy. 8. Teorie pseudonaukowe, dyskredytujące zwykle świat nauki Na przykład teorie Dänikena, feng shui, numerologia czy astrologia, reklamowana ostatnio na poważnie w TVP (Program II, "Pytanie na śniadanie", 8.05.2006). Scjentologia w zasięgu pilota. 9. Teorie głoszące "pozytywne myślenie" i apologię sukcesu Według ideologów "pozytywnego myślenia", jak Dale Carnegie, Joseph Murphy, Louise Hay czy José Silva, prawdą staje się coś, "dzięki czemu czujemy się lepiej". Świadomość grzechu jest tu całkowicie "negatywna", czyli zła, co sprawia, że można się rozminąć ze zbawieniem wiecznym. 10. Teorie oparte na fałszywych koncepcjach spiskowych "Kod Leonarda da Vinci" (autorstwa Dana Browna), który odwraca prawdę o zorganizowanym działaniu określonych sił zła, dokładnie tak, jak czyni to scjentologia. Prawdziwą przyczyną zła nie jest jednak kultura czy Kościół, ale głównie siły antykościoła, oparte zawsze na różnych ideologiach gnostycko-magicznych, jak scjentologia czy "Kod Leonarda da Vinci". Nie chodzi więc tu tylko o "pranie mózgu", ale też wojnę ideologiczną, a także o walkę duchową. Bądźmy trzeźwi, gdyż chodzi o nasze zbawienie! ks. Aleksander Posacki SJ