Już dziś w Cannes światowa premiera filmu Rona Howarda, w piątek zobaczą go widzowie na całym świecie, także w Polsce
Powieść Dana Browna "Kod Leonarda da Vinci" przetłumaczono na 40 języków i wydano w milionach egzemplarzy. Nakręcony za125 mln dol. na podstawie książki film z Tomem Hanksem w roli głównej wywołał burzę, zanim wszedł na ekran.
Trup w filmie Howarda ściele się gęsto. By ukryć przed światem "największą tajemnicę Kościoła", członkowie organizacji Opus Dei (w"Kodzie..." to wyjątkowo odrażające, żądne władzy typy) są zdolni posunąć się nawet do morderstwa. Co rzekomo taił przez wieki "zły" Kościół katolicki? Jezus nie żył w celibacie - jego żoną była Maria Magdalena. A poszukiwanym od wieków Świętym Graalem są ich dzieci - tak można streścić rewelacje Browna.
Według Kościoła "Kod..." jest antykatolicki i szkodliwy. - Jeśli taki stek kalumnii, obelg i błędów dotyczyłby Koranu lub Szoah, z pewnością wywołałby ogólnoświatową histerię. A ponieważ dotyczy Kościoła i chrześcijan, twórcy są nietykalni - stwierdził abp Angelo Amato, sekretarz Kongregacji Nauki Wiary i bliski współpracownik papieża Benedykta XVI.
Przed pójściem do kina wiernych próbuje powstrzymać też Kościół katolicki w USA. Na stronie jesusdecoded.com i setkach innych można znaleźć informacje na temat fałszerstw Browna. W Indiach katolickie demonstracje przeciwko filmowi wsparli muzułmanie.
Co na to nasi biskupi? Też nie zostawiają na"Kodzie" suchej nitki. Kilka dni temu film ostro skrytykował biskup tarnowski Wiktor Skworc: - Całe zastępy speców od marketingu, sztaby ideologicznych wrogów chrześcijaństwa chcą posiać zwątpienie, okraść człowieka z fundamentalnej nadziei, będącej pochodną wiary w bóstwo i zmartwychwstanie naszego Jezusa.
I zaapelował, żeby filmu nie oglądać. -Kościół wzywa do bojkotu dzieł godzących w osobę Jezusa. Wymaga to zdecydowania i odwagi wiary członków Kościoła - podkreślił bp Skworc.
Zareagował też Episkopat -w widocznym miejscu swojej strony internetowej przypomina krytykę książki Browna, jaką rok temu przedstawił bp Stanisław Wielgus, przewodniczący Rady Naukowej Episkopatu. Płocki ordynariusz uznał, że powieść jest dowodem "odchodzenia od bronionego przez chrystianizm w ciągu dwóch tysięcy lat rozumu". I podkreślił, że katolicy nie powinni "Kodu" czytać: "To nastawione na zysk przedsięwzięcie, posługujące się fałszowaniem prawdy historycznej i teologicznej, jest z etycznego punktu widzenia nie do przyjęcia i domaga się jednoznacznego odrzucenia".
Wramach antidotum Wydawnictwo Diecezjalne w Sandomierzu opublikowało niedawno książkę "Oszustwa Kodu Leonarda da Vinci" autorstwa Carla E. Olsena i Sandry Miesel. A w jutrzejszym wydaniu tygodnika "Niedziela" ukaże się plakat: "Wzywamy do bojkotu filmu!".
W Wielkanoc w mocne tony uderzył metropolita białostocki abp Wojciech Ziemba: - Jest to mechanizm przekazywania informacji nie po to, aby głosić prawdę, ale aby zachwiać zaufanie do Kościoła. Z tym trzeba żyć, ale o prawdę trzeba walczyć.
Jednak niektórzy hierarchowie liczą na to, że skandal wokół filmu może być dla Kościoła szansą. Niewykluczone, że więcej ludzi zechce się zapoznać z prawdziwą - nie-Brownowską - historią Kościoła