W piątek premiera filmu "Kod da Vinci". Wielu księży próbuje go ignorować, ale kuria bielsko-żywiecka chce uczulić katechetów, żeby żadnych pytań nie pozostawiali bez odpowiedzi. - Nie jesteśmy w stanie powstrzymać nikogo przed czytaniem i oglądaniem. Trzeba to zainteresowanie wykorzystać i obrócić ku dobremu - radzi ks. Marek Studencki.
"Kod Leonarda da Vinci", książka Amerykanina Dana Browna, to udająca dokument fantazja o rzekomym potomstwie Jezusa i Marii Magdaleny. Okazała się bestsellerem. Do tej pory na świecie sprzedano ponad 40 mln, a w Polsce - kilkaset tysięcy egzemplarzy tej książki. I to pomimo potępienia ze strony Kościoła, który autorowi zarzucił m.in. bluźnierstwo i zachęcał do bojkotu.
Czy film nakręcony na podstawie książki Browna będzie cieszyć się też takim samym powodzeniem? Wiele wskazuje na to, że tak. W jednych z największych kin w naszym regionie - sosnowieckim i katowickim Heliosie - na piątek wyprzedano już większość biletów. Co Kościół na to? - Najlepsza jest cisza. Każde słowo, nawet najbardziej krytyczne, przysparza temu utworowi jedynie popularności, a Kościołowi nie może zależeć na propagowaniu czegoś, co jest bezbożne i obraźliwe dla prawd wiary - mówi ks. Grzegorz Stephan, proboszcz parafii w Piasku koło Pszczyny. Ostatniej niedzieli mówił o "Kodzie" podczas kazania, choć nie wymienił samego tytułu, żeby nie być posądzonym o reklamę. - To przykład, jak daleko można się posunąć w promowaniu hasła "Chrystus tak, Kościół - nie" - dodaje.
O tym, że nie warto rozmawiać na temat "Kodu", jest też przekonany ks. Tomasz Horak, proboszcz parafii Nowy Świętów i felietonista "Gościa Niedzielnego".
Większość księży, z którymi rozmawialiśmy, książki Browna jeszcze nie przeczytała. Niektórzy zapewniali, że nadrobią to w czasie wakacji. Ani myślą o surowych zakazach. - Życie uczy, że im bardziej czegoś się zakazuje, tym bardziej to nęci - mówi ks. Piotr Kurzela, dyrektor wydziału duszpasterskiego w katowickiej kurii.
Ks. Marek Studencki z kurii diecezji bielsko-żywieckiej uważa, że krytyczny stosunek Kościoła do książki nie zwalnia księży od jej znajomości. Każdy katecheta powinien umieć odpowiedzieć młodym ludziom na różne pytania. - To zadanie dla Kościoła, żeby prawdy wiary przekazywać młodym ludziom prostym językiem. Czasami ten stosowany obecnie jest zbyt hermetyczny - mówi ks. Studencki. Zapowiada, że wkrótce katecheci z jego diecezji zostaną poinstruowani o tym, jak rozmawiać o "Kodzie". - Spokojnie i rzeczowo, ale wcześniej sami muszą zapoznać się z treścią. Nie jesteśmy w stanie powstrzymać nikogo przed nią, ale możemy sprawić, żeby stała się zaczynem dobrej sprawy - posłużyła pogłębieniu wiedzy religijnej - radzi. Sam pytany o ocenę "Kodu" mówi, że przede wszystkim nie należy go traktować jak relacji historycznej, bo to fikcja literacka.
Katowicka kuria archidiecezjalna na razie nie planuje wydania żadnych wytycznych dla duszpasterzy w sprawie "Kodu". - To oczywiste jednak, że dyskusje na katechezach będą. Każdy ksiądz ma jednak przygotowanie teologiczne, więc nie ma powodu tego się obawiać. Wiedza wielu ludzi o sprawach religijnych jest często powierzchowna. Rzeczowa i uczciwa dyskusja wyjdzie tylko na dobre - przekonuje ks. Jerzy Paliński z wydziału katechetycznego kurii w Katowicach.
Tymczasem na swoich internetowych stronach Konferencja Episkopatu Polski przypomniała opublikowany rok temu tekst ks. Stanisława Wielgusa, przewodniczącego Rady Naukowej Konferencji Episkopatu Polski, w sprawie książki Browna i jej ekranizacji.
- Są opinie, z którymi nie ma sensu polemizować. To tak, jakby się dyskutowało z "Nie" Jerzego Urbana - oburza się proboszcz jednej z katowickich parafii.