Katarzyna Wiśniewska: Kościół wezwał do bojkotu "Kodu da Vinci", który właśnie wchodzi na ekrany kin. Czy ten film faktycznie może być zagrożeniem dla chrześcijaństwa?
Ks. Wacław Oszajca*: Jeśli ktoś potraktuje film tylko jako rozrywkę, to nie ma problemu. Ale "Kod..." może być zagrożeniem dla tych, którzy są słabo utwierdzeni w wierze, nie znają Biblii, historii Kościoła ani dogmatyki. Wtedy faktycznie ten film może im zaszkodzić. Z drugiej strony dla Kościoła to dobra okazja, żeby to całe zamieszanie wykorzystać.
W jaki sposób?
- Przydałyby się stosowne materiały, które by przygotowały widzów do tego, co zobaczą, wskazały błędy, jakich nie brakuje w powieści i filmie. Dobrze byłoby, gdyby zajęły się tym poszczególne episkopaty.
Ale protestując, biskupi chcąc nie chcąc napędzają widzów do kin. To co zakazane jest najciekawsze.
- Zawsze jest pewne ryzyko, co robić w takich sytuacjach: polemizować, karać czy zostawić w spokoju. Myślę jednak, że tę prowokację trzeba podjąć - jeśli już ktoś wzbudził zainteresowanie tylu ludzi historią Kościoła, to nie można milczeć. Jest przecież Papieska Rada ds. Kultury, która odpowiada za sprawy tego typu, i musi powiedzieć, co taki film w oczach Kościoła jest wart.
Czy pójdzie Ksiądz do kina na "Kod..."?
- Nie, chociaż pewnie powinienem jako dziennikarz. Ale to co wyczytałem z recenzji - teorie na temat Marii Magdaleny, templariuszy, początków dynastii francuskiej - wskazuje, że ten film nie jest w stanie wnieść niczego wartościowego.
A całkiem prywatnie, nie przepadam za tego typu kinem.
A gdy ktoś Księdza zapyta, czy iść na film, będzie Ksiądz odradzał?
- Nie. Jeśli już ktoś pyta, waha się - to znaczy, że jest w nim jakaś potrzeba refleksji na tematy wiary. A to już bardzo dużo.
* Ks. Wacław Oszajca - ur. 1947, jezuita, poeta, redaktor naczelny miesięcznika "Przegląd Powszechny", wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim i Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie. Autor ponad 20 książek