Google

 

Web

www.aydam.org

Strona główna W górę O mnie Art & FotoGaleria O Serwisie Kontakt Jak moge pomóc? Historia serwisu Przewodnik Mapa Serwisu Sklep On-Line Regulamin Chat Forum


Strona główna
W górę


Goście On-Line


Statystyki

Księga Gości:

Poczytaj
Dopisz

Kontakt ze mną
GG 9164115:
Tlen:
Napisz do mnie:
mail.gif (161 bytes)

Zalecana rozdzielczość
1024x768


Profesjonalny Hosting z PHP, MySQL, SSH Juz za 50 zł/rok, domena gratis!

Przeciw życiu, prawdzie i sumieniu

Minęło pół wieku od uchwalenia zbrodniczej ustawy z 27 kwietnia 1956 r. zezwalającej na zabijanie dzieci poczętych

Marsz w obronie życia w marcu 2004 r. w Warszawie. Dzięki takim niezliczonym akcjom nieobojętnych działaczy udało się w Polsce zmienić zbrodnicze prawodawstwo i ukształtować oraz uwrażliwić znaczną część społeczeństwa i decydentów
Fot. R. Sobkowicz
 

Upłynęło pięćdziesiąt lat od wprowadzenia, a raczej narzucenia Polsce przez ludzi Stalina - przy pomocy pewnych instytucji międzynarodowych - haniebnej ustawy z 27 kwietnia 1956 r., pozwalającej de facto na nieograniczone zabijanie dzieci poczętych. Od tego czasu - jak się szacuje - zamordowano przynajmniej 20 milionów Polaków, zanim mogli jeszcze się narodzić. W ten sposób zastosowano wobec polskiego Narodu taktykę wyniszczenia, wypracowaną już wcześniej przez Lenina w imię mitu powszechnej rewolucji i przez Hitlera w imię mitu pierwszeństwa rasy.

Nieustanna walka przeciw Polsce
Ksiądz kardynał Wyszyński w jednym z kazań podkreślił fakt, że Polska od 1 września 1939 r. praktycznie bez przerwy ("bez oddechu") doznawała cierpień i podlegała działaniom zmierzającym do jej zniszczenia (2 lutego 1981). Rzeczywiście, nie tylko wojna między 1939 a 1945 r. zabrała życie kilku milionom Polaków, kilka milionów rozpędziła po świecie, ale i po wojnie nie skończyły się zbrodnicze działania komunistycznego totalitaryzmu, mającego na celu definitywne zniszczenie Narodu jako takiego. W tym celu przecież dławiono patriotyczną opozycję, mordując dziesiątki tysięcy ludzi, którzy chcieli bronić suwerenności Polski; w tym celu podjęto podjazdową walkę z Kościołem, który w czasie wojny i po wojnie był jedyną ostoją patriotyzmu i umacniał w Polakach wolę trwania i obrony własnej tożsamości. W tym także celu usiłowano wszelkimi sposobami narzucić Polakom "religię" ateistyczną, by utracili świadomość swojej więzi z Bogiem i Kościołem Chrystusowym; w tym celu podjęto bezwstydną propagandę "nowej, socjalistycznej" moralności, podważającą podstawy moralne życia rodzinnego, w końcu przyjęto iście szatański plan - aby Naród zabijał sam siebie, aby Polacy ginęli w łonach matek z rąk samych Polaków - choć nie tylko samych Polaków - w imię ustawy, którą przedstawiono jako dobrodziejstwo, zmuszając lekarzy do roli morderców i katów najbardziej niewinnych istot ludzkich.

Plan antyludzki
Tu naprawdę nie chodziło o rozwiązanie jakiejś kwestii społecznej czy medycznej: chodziło o całkowite przewrócenie ładu międzyludzkiego opierającego się podstawowo na relacjach wewnątrzrodzinnych. Chodziło o to, aby człowiek nie kierował się sumieniem karmionym prawdą i prawem Bożym, ale aby poddał się bezkrytycznie kierownictwu anonimowej siły "przewodniej", aby zgodził się na to, że życie ludzkie podlega administracji państwowej, i że dlatego nikt nie musi ponosić żadnej odpowiedzialności za działania seksualne, z wyjątkiem odpowiedzialności za stosowanie antykoncepcji, że drugi człowiek nie jest już kimś, komu należy się absolutny szacunek i cześć, ale jest podobnym do innych stworzeń obiektem użycia i wykorzystania dla zwykłej przyjemności. Chodziło o to, aby miłość zastąpić rozwiązłością, by człowiek poczuł się samotny, wyrwany z kręgu osób tworzących wspólnotę opartą na wyższych zasadach moralności. Płaszczyzna etyczno-personalistyczna budująca więzi międzyludzkie, zawsze chroniona przez chrześcijaństwo, miała być zastąpiona formułą utylitarystyczną, oznaczającą urzeczowienie osoby ludzkiej, a nawet - w konsekwencji - zakwestionowanie jej człowieczeństwa. Jak pamiętamy, Jan Paweł II w wielu swoich dokumentach podkreślał, że rodzina "stanowi kolebkę i najskuteczniejsze narzędzie humanizacji i personalizacji społeczeństwa" (FC 43). Rodzina jest źródłem i modelem właściwego ładu międzyludzkiego, także w wymiarze międzynarodowym, ogólnoludzkim (5 października 1995), a cała istota tej siły normatywnej, zakorzenionej w rodzinie, polega na miłości wyrażającej się w gotowości bezinteresownej służby wobec mniejszych, słabszych, zwłaszcza tych najmniejszych i najsłabszych. Rodzina jest wspólnotą życia i miłości, gdzie przenikanie się tych dwóch wymiarów człowieczeństwa osiąga niepowtarzalny stopień czułości, afirmacji godności osoby i woli bycia darem dla drugiej osoby, aż do poświęcenia siebie do końca. Tak Bóg pomyślał rodzinę i pomyślał dla dobra człowieka, zwłaszcza dla dobra człowieka, którego kocha niezmiernie wtedy, gdy rozkazując mu istnieć, powierza go z Boskim zaufaniem tym, którzy zgodnie z powołaniem małżeńskim decydują się zostać rodzicami.
W tym świetle lepiej widać, że brutalne wkroczenie tzw. aborcji w tę subtelną strukturę duchową stanowiącą rodzinę burzy nie tylko samą rodzinę, ale burzy cały ład międzyludzki, burzy i zrywa wszystkie istotne wiązania łączące ludzkość w jedną rodzinę Bożą. Słusznie pisze Marek Czachorowski: "Analiza totalitarnych sposobów organizacji życia społecznego pokazuje, że z konieczności zakładają one w człowieku poczucie osamotnienia, co rodzi poczucie zagrożenia ze strony wszechobecnego państwa (zob. H. Arendt). Z pewnością zatem poczucie osamotnienia i zagrożenia w obrębie własnej rodziny (osób obiektywnie najbliższych) nie może nie rodzić lęku wobec wszystkich innych ludzi. Wydarzenia XX wieku potwierdzają tę tezę. Legalizacja zabijania nienarodzonych dzieci w rodzinie nierozłącznie wplotła się w realizację zarówno komunizmu, jak i nazizmu" (www.life.net.pl, Jan Paweł II w obronie życia).
Ustawa z 27 kwietnia 1956 r. została narzucona Polsce w sytuacji terroru i zniewolenia, kiedy praktycznie - poza wyjątkami - nie mogły się do opinii publicznej przebijać jakieś rozsądne głosy sprzeciwu i nie było szans na merytoryczną dyskusję. Parlament PRL był "maszynką do głosowania" i wszystko, co odgórnie zalecono, bywało jednogłośnie uchwalane. Tym bardziej trzeba podkreślić odwagę posła Jana Dobraczyńskiego, który swoim głosem nie poparł tej ustawy. Jeśli chodzi o lekarzy, to minister "zdrowia" wywierał istnie policyjny nacisk na ludzi swego resortu, aby "rżnęli" bez skrupułów, zgodnie z wolą "Partii" (cytuję dosłownie za pewnym świadkiem). Większość lekarzy poszła za nakazem i zamieniła się w rzeźników pozbawionych ludzkich uczuć. Jest to niezwykle smutny i haniebny okres polskiej medycyny. Jest to zarazem przykład, jak daleko może sięgać wpływ indoktrynacji i nacisku politycznego, czyli jak słaby jest człowiek, który nie kieruje się sumieniem i nie szuka oparcia we wspólnocie wierzących. Władze istotnie czyniły wtedy wiele wysiłków, by także studentów medycyny odizolować od wpływów Kościoła, natomiast sprzyjano wyraźnie działaniom prowadzącym do rozwiązłości i niewrażliwości moralnej - już w czasie samych studiów i praktyk. Na tym smutnym tle pojawiają się jednak pewne świetlane postaci takich lekarzy, jak: Włodzimierz Fijałkowski, Jolanta Massalska, Emilia Paderewska-Chrościcka, Wanda Półtawska, oraz autorzy - Walenty Majdański, duszpasterze, jak: ks. bp Kazimierz Majdański, ks. bp Wilhelm Pluta czy w końcu ks. kard. Karol Wojtyła.

Obraz moralnej klęski
Wspominając tamten smutny okres historii, nie można wszystkiego zwalać na barki komunistycznej dyktatury: w końcu była to walka przeciw Polsce i w takiej prawdziwej wojnie wszyscy Polacy powinni się czuć zmobilizowani do stawiania oporu złu i do obrony życia Narodu. Nie można zamykać oczu na fakt, że sumienia wielu rodaków znalazły się w stanie totalnej kapitulacji, w fatalistycznej niewoli kłamstwa i przemocy, z której nie chcieli się wyrwać, ponieważ to groziło utratą kariery, stabilizacji czy wygody życiowej. I to jest może jeszcze większa klęska moralna niż to, że wróg zabija Polaków. Ci Polacy, którzy poddali się i w różny sposób popierali zbrodnię - czynnie, biernie, współdziałając na różnych stopniach solidarności z nią - stali się niewątpliwie nie tylko moralnymi przestępcami winnymi przekroczenia V przykazania, lecz także sojusznikami okupantów, zdrajcami Ojczyzny, niszczycielami duchowego dziedzictwa przodków. Stali się winni burzenia duchowego klimatu wiary w człowieka, wiary w dobro, wiary w miłość, wiary w życie i jego przyszłość, a bez takiej wiary nie ma realnej nadziei zmartwychwstania Polski. Bo nie da się obronić człowieczeństwa w człowieku bez oparcia się o Boskość (Norwid).

Prorok niezłomny
Takie oparcie w Boskości przybliżał za to nieustannie Narodowi niezapomniany ks. kard. Stefan Wyszyński. W bazylice prymasowskiej w Gnieźnie tak mówił 2 lutego 1957 r.: "Wydaje się, że po wielu próbach, które zwyciężyliśmy, przychodzi na nas obecnie nowa próba. Jest nią wzrastająca swoboda obyczajów" - i wyliczał konkretnie szereg zjawisk, które się na to składały. Dnia 7 maja 1958 r. w Warszawie, przemawiając do studentów, wołał: "Ziemia polska ma być ziemią żywych, a nie umarłych. Dlatego rodzina polska musi rodzić żywe dzieci, nie trupy. Jaka jest rodzina domowa, taka też będzie rodzina ojczysta - naród. Jeśli rodzina domowa będzie rodzić żywych, to i naród będzie żył; jeśli rodzina domowa uszanuje dziecię, będzie uszanowany w tej ojczyźnie człowiek. Jeśli nie będą umieli uszanować maleńkiego życia, które się rodzi w komórce ogniska domowego, nie uszanują i życia obywateli, bo mordować nauczą się już w rodzinie. Naprzód będą mordować swoje dzieci, a potem innych obywateli. W ten sposób zamiast społeczności życiodajnej będzie się wyrabiać społeczność morderców i naród będzie samobójczy. Zada sobie samemu śmierć własną ręką. I skończy się taki naród i sprawdzi się to, co o niektórych narodach już dzisiaj mówią słowami Pisma Świętego: 'Imiona głupich będą wymazane z ziemi żyjących'". Prymas wzywał w tym kazaniu także do obrony godności przyszłych matek. Komentując program Ślubów Jasnogórskich, powiedział: "Wielki to program. Nakreśliliśmy go ku przyszłości, patrząc w przyszłość. Nie ku grobom, ale ku wrotom życia. Kościół w Polsce wierzy w przyszłość narodu. Wierzy!" - i do tej wiary zachęcał młodzież.
Do absolwentów studiów medycznych mówił 7 czerwca 1959 r.: "Człowiek już wtedy jest wielką wartością, już wtedy przeznaczony jest do życia Bożego na ziemi i w niebie, gdy tylko zaistniał, choćby jeszcze oczy jego nie oglądały świata, a serce biło jeszcze wspólnym tętnem z sercem matki. Już wtedy jest olbrzymią wartością, tak dalece, że sam Bóg staje w obronie jego bytu, istnienia i życia. Nikt nie ma prawa dysponować tym życiem! Ani lekarz, ani nawet rodzice, tylko Bóg. Każdy ma obowiązek stanąć na straży tego życia i bronić go, nawet za cenę własnego życia. Jest to wyższe, Boże, wieczyste prawo! Stoi ono ponad wszelkim prawem i przeciwko wszelkiemu innemu niezgodnemu z nim prawu. Gdyby istniało jakiekolwiek inne 'prawo' przeciwko prawu człowieka do życia, byłoby ono zwykłym bezprawiem". Mówił także: "Jest wielkim nieporozumieniem, obłędem i ciężkim schorzeniem przyznanie każdej kobiecie prawa decydowania o tym, czy poczęte w niej życie ma się dalej rozwijać, czy też można mu kres położyć. Wszelką próbę godzenia w człowieka musimy uznać za zwyrodnienie, przeciwko któremu każdy ma obowiązek protestować z tytułu jego posłannictwa. Tym bardziej musi bronić życia już poczętego, jeszcze nie narodzonego, całkowicie bezbronnego. Musi to czynić z tytułu swego lekarskiego powołania, nawet za cenę największych ofiar".
W kazaniu skierowanym do lekarzy stolicy (15 marca 1964) skomentował szeroko dokumenty hitlerowskie, zawierające plan systematycznego wyniszczenia Narodu Polskiego (dokumenty zostały opublikowane w "Zeszytach Oświęcimskich", 1958). Okazuje się, że w Polsce realizuje się dokładnie instrukcje hitlerowskie. Kazanie jest wstrząsające. Ksiądz Prymas Wyszyński kończy: "Oburzamy się na Niemców, którzy systematycznie zabijali naród polski. Ale oni przyszli do nas jako okupanci, pełni nienawiści do Polaków, z programem wyniszczenia ich. A co my robimy, my - którzy miłujemy własny naród, pragniemy jego życia i rozwoju na długie, długie wieki? Niemców się dziś karze surowymi wyrokami - i słusznie - bo dopuścili się największej niesprawiedliwości, gwałcąc w brutalny sposób najbardziej podstawowe prawo narodu do bytu i życia. A kto będzie sądził nas za pogwałcenie podstawowego warunku sprawiedliwości - prawa człowieka do życia? Prawa maluczkich Polaków do urodzenia się w ziemi ojczystej?". Podobnie dramatycznie wołał do lekarzy 23 marca 1969 r. - w obronie człowieczeństwa i życia Narodu. Mówił: "Był czas, gdy ostrzegaliśmy: ratujcie w Polsce człowieka! Ratujcie nowe życie! Ratujcie prawo człowieka do urodzenia się na polskiej ziemi! - Opuszczano ręce. Ostrzegano mnie: 'tego tematu nie należy poruszać, bo jest niebezpieczny'. Ja nie widzę w nim tematu politycznego, widzę temat narodowy: moralności i etyki narodowej, której - na tym odcinku - wykładnikiem i obrońcami są lekarze i kapłani. To widzę! Wszystko inne mnie nie obchodzi! W tej chwili najważniejszą rzeczą jest, aby Polska nie stoczyła się na ostatnie miejsce w świecie w przyroście naturalnym ludności. Jesteśmy na samym dnie (...) Zdaje mi się, że na tym odcinku jest jakiś niespełniony obowiązek wobec narodu ogromnej części lekarzy. Znamienna była reakcja niektórych kół lekarskich przeciw sławnej dzisiaj w świecie encyklice Pawła VI 'Humanae vitae' (...) Ten uwsteczniony, zacofany Kościół, wróg postępu i jego uwstecznieni apostołowie, różni niedorozwinięci biskupi - bronią prawa do życia! A czy wszyscy zrozumieliśmy, że jest to walka o polską rację stanu? To nie tylko teologia dogmatyczna, moralna czy ascetyczna, ale coś więcej... To jest walka o człowieka! Walka o naród! (...) Naszym obowiązkiem jest postawić sprawę jasno, chociażby trzeba było cierpieć. Nie wolno nam chować głowy w piach, gdy chodzi o dobro człowieka i całego narodu!".

Światła i ciemności
Ksiądz Prymas Wyszyński budził sumienia, Wielka Nowenna niosła nowe światło i dawała nadzieję. Pojawiły się różne cenne inicjatywy mające na celu zmobilizowanie uczciwych ludzi do wspólnej akcji dla obrony życia i obrony Narodu. Wiele by o tym pisać. Kiedy pojawił się na horyzoncie Kościoła Papież z Polski, kiedy "wybuchła" "Solidarność", wydawało się, że Naród wyzwoli się w pełni spod komunistycznej okupacji. Okupacja ta (wraz z całym "stanem wojennym") miała charakter nie tylko polityczny, militarny, ekonomiczny, ale i moralny, ideologiczny, światopoglądowy; byliśmy poddani totalnej inżynierii duchowej i społecznej, mającej na celu transformację narodowej i państwowej świadomości. W tym skomplikowanym kontekście politycznym dopiero w roku 1993 zaświtała nadzieja wprowadzenia prawnej ochrony życia dzieci poczętych, która omal nie zgasła w roku 1996. (O problemach prawnej ochrony dziecka poczętego pisze kompetentnie dr Krzysztof Wiak - www.srk.opoka.org.pl). Nieznośnym balastem utrudniającym konsekwentne podejście do sprawy obrony życia była stała obecność komunistów w parlamencie. Ci, którzy raz narzucili Polsce ludobójczą ustawę, nie odżegnali się od niej moralnie i nie wykazali najmniejszej skruchy za popełnione zbrodnie i nie doczekali się sprawiedliwej kary, którą byłoby uchwalenie stanowczej delegalizacji partii komunistycznej. Wciąż uważają, że ich zadaniem jest nadać kobiecie prawo nieograniczone do zabijania własnych dzieci. Należałoby jednak postawić temu tamę. Honor Narodu i proste poczucie sprawiedliwości domaga się, żeby ludzie przyznający się do partii komunistycznej nie pouczali nas od parlamentarnego pulpitu, co to jest demokracja i jaka jest polska racja stanu. Obecność komunistów w parlamencie polskim jest hańbą i wstydem oraz przejawem braku mądrości politycznej.
Mimo że od 1993 r. obowiązuje ustawa, która w dużym stopniu (jak twierdzą eksperci) ograniczyła liczbę jawnych tzw. aborcji, wydaje się, że życie poczęte nie jest nadal skutecznie chronione. Odzywają się głosy poważne i wyważone osób pozostających w kontakcie z ośrodkami szpitalnymi, że nadal zabija się dzieci w gabinetach prywatnych, a nawet w klinikach ginekologicznych - jak twierdzą świadkowie - dzieci poddane zabiegowi wczesnego porodu, jeśli są podejrzane o posiadanie jakichś wad lub już wcześniej zakwalifikowane do "niechcianych" - są po prostu pozostawione "na półce" (jak zbędny sprzęt) aż do momentu śmierci z wygłodzenia albo są wrzucane do pojemnika z formaliną, gdzie oczywiście giną z zatrucia. Rzadko tylko udaje się uzyskać ciałka tych dzieci, aby urządzić im pogrzeb, do którego mają prawo. Niezależnie od tych zabiegów, w których za śmierć dzieci odpowiadają zbrodniczy lekarze, nie wolno zapominać, że w obecnym okresie ogromnie rozpowszechnione są różne środki wczesnoporonne, które przez sprzedawców i użytkowników są traktowane (i oficjalnie określane) jako środki antykoncepcyjne. Jest naukowo stwierdzone, że te globulki i różne preparaty nie działają antykoncepcyjnie, lecz poronnie, ponieważ uśmiercają embrion (to znaczy dziecko poczęte), zanim nastąpi zagnieżdżenie w macicy, a uśmiercają właśnie przez to, że uniemożliwiają takie zagnieżdżenie. Mówiła o tym kompetentnie Ewa Kowalewska, która wraz z mężem Lechem prowadziła audycję w Radiu Maryja 25 kwietnia br. na temat "wojny chemicznej przeciw nienarodzonym". Jeżeli weźmiemy pod uwagę specyfikę tej taktyki "wojny chemicznej", to ogólny bilans jej ofiar przekroczy wielokrotnie sumę tzw. aborcji podawaną oficjalnie do wiadomości publicznej.

Nie tylko komuniści. Religia szatana
Nie znaczy to, że liberałowie są "cacy": to dzieci tego samego ojca, "ojca kłamstwa". Komuniści, liberałowie, eurosocjaliści i wszelkiego rodzaju postmarksiści i posthegliści marzą tylko o tym, aby na globie ziemskim zniknęła pamięć o Bogu, o Chrystusie i o Bożych Przykazaniach. Działają oni w różnych organizacjach światowych, także w ONZ i Unii Europejskiej, skąd przysyłają do nas "ponaglenia", aby Polska otwarła szeroko bramę dostępu do tzw. aborcji bez żadnych ograniczeń. Są to bezczelne i bezprawne roszczenia, którym państwo polskie powinno się absolutnie sprzeciwić. Tego rodzaju dążenia i pretensje wykraczają zresztą daleko poza ramy programów politycznych w sensie ścisłym. Za tym wszystkim kryje się głębszy plan stworzenia czegoś w rodzaju nowej religii globalnej, w której człowiek, najwyższy produkt "ewolucji", byłby zarazem całkowicie poddany "prawom ziemi". Jest to odwrócenie planu Bożego objawionego w Księdze Rodzaju, gdzie człowiek miał sobie "poddać ziemię" i wszystko, co się na niej porusza. Profesor Michel Schooyans podkreśla pewien osobliwy aspekt tej nowej religii: ma to być religia polegająca na wykluczeniu relacji do Ojca: do Boga Ojca. Jest to więc religia całkowicie i radykalnie anty-Chrystusowa. Schooyans pisze: "Ogłoszony zostaje transcendentny charakter społeczeństwa, rodzi się nowa świecka religia, nowy ateizm polityczny, nowe królestwo, którego pogańskie bóstwa mają na imię: potęga, skuteczność, bogactwo, posiadanie" (Aborcja a polityka, s. 189). Przemoc użyta w celu mordowania dziecka w łonie matki uzyskuje cechy rytualne w pewnym szczególnym znaczeniu: usunięcie dziecka jest znakiem ostatecznej desakralizacji społeczeństwa. "Zgładzone dziecko symbolizuje więc zgładzenie Ojca", co nie oznacza ograniczenia przemocy, lecz jej rozszerzenie. "Jedna z funkcji (tej) ideologii polega na zatajaniu tej nieograniczonej przemocy i wyjęciu jej spod wpływów rozumu" (s. 190-191).
W bardzo interesujący sposób koncepcja "nowej świeckiej religii" harmonizuje z treścią nowej książki Anny Koulter, anonsowanej w amerykańskiej prasie. NewsMax prezentuje pracę wybitnej publicystki pod tytułem "Bezbożni. Kościół liberalizmu" (Godless. The Church of Liberalism). Z książki wynika, że liberalizm jest ideologią walczącą z religią i oczywiście z Bogiem. Autorka "nakłada" w pewien sposób temat na historię biblijną, nawiązując wyraźnie do "Początku". Anne Koulter - zgodnie ze swoją koncepcją - akcentuje tę drugą stronę medalu "Początku", w której odnajduje genezę liberalizmu: "Siódmego dnia Bóg odpoczął i wtedy został ustanowiony liberalizm", którego "najświętszym sakramentem jest aborcja". Stanowi to wymowne i sugestywne ujęcie tematu liberalizmu - jego genezę lokuje się w tym momencie historii ludzkości, kiedy w tę historię wkracza pierwsze, fundamentalne kłamstwo, obiecujące zarazem ludzkości absolutne wyzwolenie spod władzy "zazdrosnego" Boga. Pytanie: "Dlaczego wam Bóg zabronił?..." - mówi wszystko: liberalizm istotnie głosi wolność, ale jest to wolność przeciw Bogu, a konsekwentnie przeciw temu wszystkiemu, co człowieka łączy z Bogiem i co jest Boże w człowieku.
W tym trudnym i skomplikowanym kontekście politycznym, w którym polski Naród próbuje odbudować swoją tożsamość i swoją suwerenność, jest absolutnie nieodzowne, aby polityka naszego państwa oparła się nie tylko na podstawach filozofii personalistycznej, ale także po prostu na Dekalogu, który najjaśniej i zdecydowanie mówi, co jest dla Polski dobre, a co jest złe. Należy wyzwolić się od ideologii wszelkich szarlatanów i czarowników obiecujących pomyślność i szczęście bez miary pod warunkiem, że zamkniemy oczy, uśpimy sumienie i powierzymy stery państwa różnym neomarksistom, euroglobalistom, cwaniakom i awanturnikom politycznym, nierozumiejącym ani za grosz, że Polska może być sobą jedynie w unii z Chrystusem, a nie w unii z bezbożną "Europą".
ks. prof. Jerzy Bajda

Przedruk z serwisu Naszego Dziennika

Strona utworzona 5 maja 2006 r.
Ostatnia aktualizacja: piątek 05 maja 2006 20:21:46
Created by © Adam Gabriel Grzelązka


Kontakt * Prawa Autorskie & Współpraca * Autor Serwisu & Forum * E-Mail

© 2004-2006 by Adam Gabriel Grzelązka
Serwis założono 18 VIII 2004 r.